poniedziałek, 20 maja 2013

Rozdział VII - Miło spędzony czas.


Poleżałam tak jakieś 15 min. Wstałam i poszłam jeszcze raz przeglądnąć ciuchy, które kupiłam i tą cudo-wną kurtkę. Oczywiście jak to ja, musiałam jeszcze raz wszystko przymierzyć. Właśnie miałam na sobie niebieską bluzkę. I chciałam zobaczyć, jak prezentuje się z kurtką od Harrego.
H: Widzisz jak ładnie w niej wyglądasz?
Tak się przestraszyłam, że aż podskoczyłam.
M: Mam do ciebie prośbę.
H: Słucham?
M: Mógłbyś mnie tak nie straszyć?!
Wzdrygnął się i zaśmiał.
H: A czego ty się boisz? Przecież nic ci nie zrobię.
M: No nie wiem jeszcze czego się mogę po tobie spodziewać. Znam cię zaledwie jeden dzień.
H: A mi się wydaje jakby wieczność.
M: Mi w sumie też.
To była prawda. Niby tylko jeden dzień, a wydaje się, jakbym znała go od zawsze. Jeszcze raz spojrzałam w lustro. Muszę przyznać, że wyglądałam w tym całkiem nie źle.
M: Jeszcze raz dzięki za tą kurtkę.
H: Nie ma sprawy. Zasługujesz na nią. I wyglądasz w niej rewelacyjnie.
M: Może i tak. Ale jak ja się tobie za to odwdzięczę? 
H: To jest prezent. J

M: I co?
H: To, że za prezenty nie musisz się odwdzięczać.
M: I tak coś wymyślę.
Postanowiłam przebrać się w normalne ciuchy, więc grzecznie wyprosiłam Harrego z pokoju. Po odłożeniu nowych ciuchów na swoje miejsce, postanowiłam odnaleźć loczka. Siedział u siebie w pokoju. Gdy tam weszłam, moim oczom ukazał się imponująco duży i piękny fortepian.
M: AAA!!!... (zakryłam usta dłonią)
H: Co się stało?
M: Kkkkogo to jest?
H: Wspólny. Najwięcej grają Liam i Lou
Szybko podbiegłam do tego pięknego instrumentu. Przejechałam po nim, jakby był zrobiony z kruchej porcelany.
M: Mogę na nim zagrać?
H: Umiesz grać na fortepianie?
M: No XD
H: Ciekawe czym mnie jeszcze zaskoczysz. Pewnie, że możesz.
Usiadłam przy fortepianie. Zaczęłam grać  i śpiewać Christina Perri „A thousand years”. Gdy skończyłam popatrzyłam na Harrego, który z wielkimi oczami się we mnie wpatrywał.
M: Heej co jest?
H: Po prostu jesteś niesamowita. Brakuje mi słów, żeby cię opisać.
M: Emm dzięki.
H: Zagraj coś jeszcze.
M: Dobra zobaczmy czy zgadniesz co to jest.
Moje palce zaczęły piosenkę. Uśmiechnął się i zaczął się droczyć.
H: Nigdy nie zgadnę.
M: Oj zgadniesz, zgadniesz. Tylko musisz się dobrze skupić.
H: Dobra będę strzelał. Adele „Someone like you?
Szeroko się uśmiechnęłam.
M:Nie. :P
H: No to nie wiem.
M: Śmiało dasz radę.
Spuścił głowę.
H: One Direction „They don’t know about us”?
M: Brawo!!!
Śmiałam się i klaskałam, a on zrobił taką minę, jakby coś kombinował.
M: Wiesz pójdę teraz układać piosenkę. Potrzebuje jeszcze jednej zwrotki.
H: Dobra ja zrobię cos do jedzenia.
Poszłam do „swojego” pokoju i wzięłam swój zeszyt. Położyłam się na łóżku na brzuchu i zaczęłam układać.
Układałam melodię i pod nosem nuciłam. Później zaczęłam śpiewać, zapominając, że nie jestem sama w domu.
H: Ładne to.
Podskoczyłam. Odwróciłam się do  drzwi. Harry stał z uśmiechem na twarzy a w policzkach, jak zawsze, miał urocze dołeczki.
M: Ej, miałeś mnie już nie straszyć – udałam obrażoną.
H: To nie moja wina, że jesteś taka strachliwa.
Zaczął się śmiać. W końcu wzięłam jedną z poduszek i rzuciłam w jego głowę.
H: Pożałujesz tego.
M: Uważaj już się boję.
Zrobił złośliwy uśmieszek. Podniósł poduszkę i rzucił nią we mnie. Później ja w niego itd. W końcu rozwinęła się zacięta walka na poduszki. W pewnej chwili Harry zaczął mnie łaskotać.
M: Przestań! Słyszysz?! Masz przestać!
H: Jak mnie ładnie przeprosisz.
M: Dobra przeproszę.
H: To czekam przepraszaj już. :P
Ledwo mogłam mówić.
M: Jak mam niby to zrobić jak mnie łaskoczesz?
H: A to już twój problem.
M: Prze-prze nie mogę.
Chyba się zorientował, że jednak nie dam rady, bo dał mi spokój. Położył się obok mnie. Po tych torturach, zaczęłam powoli dochodzić do siebie. Leżałam bezwładnie i kompletnie nie mogłam się ruszyć.
H: Czekam. :P
M: Przepraszam - powiedziałam bardzo słabym głosem.
H: Hm… ładniej przeproś.
Pokazał palcem swój policzek. Resztkami sił przysunęłam się do niego i dałam mu buziaczka.
H: No tak lepiej.
Padłam znowu na łóżko, bo jeszcze nie doszłam do siebie. Oddychałam bardzo ciężko. Nie ruszałam się i powoli odzyskiwałam swoje siły.
H: Hej co jest?
M: To przez ciebie. Po takich torturach zawsze długo mi schodzi, żeby dojść do siebie.
H: To odpoczywaj, a ja pójdę dokończyć robić kolację.
M: Dobra.
Leżałam tak myśląc o niczym. W końcu Harry przyszedł z kolacją. Nawet lepiej, bo i tak nie miałam siły zejść do kuchni tak mnie wymęczył. Ale przynajmniej mogłam już usiąść. Chociaż może dlatego odzyskałam siły, bo Harry chciał mnie nakarmić. Po kolacji wzięłam prysznic, chwilę pograłam na gitarze i poszłam spać. Jak na złość nie mogłam usnąć, a do tego było mi zimno. Co chwilę zerkałam na zegarek. Była już 11.30 a położyłam się o 10.00. Słyszałam jak jeszcze Harry kręci się po domu. Co on tyle robi? Gdy zauważyłam przez szybę w drzwiach, że wchodzi do swojego pokoju, zadzwoniłam do niego. Nie odebrał, tylko zaraz do mnie przyszedł.
H: Hej nie śpisz jeszcze? Właśnie miałem do ciebie przyjść sprawdzić, ale zadzwoniłaś.
M: Nie śpię, nie mogę zasnąć i jest mi zimno. :/
H: Oj biedna a to czemu?
M: Nie wiem.
Położył się obok mnie i przykrył kołdrą. Nie wiem czemu tak od razu mu zaufałam. Ale przecież nie jest jakimś obcym dla mnie człowiekiem. Mogłabym go nawet nazwać przyjacielem. Choziaż co do tego, to nie miałam pewności. Miałam wrażenie, że jest kimś więcej. Dotknęłam jego ręki. Jej jaka była ciepła.
H: Huh rzeczywiście ci zimno.
Przytulił mnie i od razu było mi cieplej. Zrobiłam się bardzo senna i zasnęłam.


Jest już rozdział VII. Ale czy ktoś to w ogóle czyta? Jeśli czytasz komentuj. ;)

środa, 15 maja 2013

Rozdział VI - "Pomogłeś mnie, a ja pomogłam tobie."


Nowa postać:


Taylor Swift
24 - letnia piosenkarka. Blondynka o niebieskich oczach. Jest bardzo wysoka. Była dziewczyna Harrego. Po zerwaniu z nim opowiadała o jego niedoskonałościach w swoich wywiadach i śmiała się z niego. W stosunku do wrogów jest pyskata i zołzowata, ale dla przyjaciół jest pomocna i dobra.

Ja także szłam w stronę swojego, a raczej chłopaków. Gry dreptałam radośnie po chodniku, w pewnym momencie coś pociągnęło mnie do tyłu, uniosło i świat zaczął wirować. Odruchowo zaczęłam piszczeć. Gdy stałam już na swoim miejscu, odwróciłam się i zobaczyłam jak Harry próbuje się nie roześmiać. Byłam wściekła, ale mówiłam szeptem, żeby nie zacząć na niego wrzeszczeć.
M: Zwariowałeś?
H: No co? Nie sądziłem, że aż tak się przestraszysz – zachichotał.
M: Mało co nie dostałam zawału. A tak w ogóle to co ty tu robisz?
H: Nic. Zaparkowałem tutaj samochód no i czekałem na ciebie.
M: Hmm no tak. Jeszcze mi powiedz, że może przyglądałeś się cały czas naszej lekcji co?
H: Może. J
M: Dobra chodźmy.
H: A nie chciałaś iść na zakupy?
M: No niby tak, ale nie chce cię ciągać po sklepach. Wiem, że faceci nie lubią zakupów.
H: Ja tam lubię.
M: No to dobra. Tylko chciałabym odłożyć swoje rzeczy do auta.
H: Ok.
Powiedziałam jak zrobiłam i poszliśmy do galerii. Gdy chodziliśmy po sklepach z odzieżą, zaczęliśmy przymierzać wszystko i robiliśmy zdjęcia. Śmialiśmy się cały czas. Ja raz nawet się popłakałam. A do tego Harry zaczął jeszcze mówić „no nie płacz proszę, nie płacz”, co jeszcze bardziej wzmogło śmiech.
Było wiele wspaniałych rzeczy, ale ja mogłam wybrać tylko niektóre. Wzięłam dwie bluzki. Jedną różową, a drugą niebieską. Harry uparł się, żeby kupić mi kurtkę, która mi się strasznie spodobała, a musiałabym zbierać na nią co najmniej pół roku. Chodziliśmy tak od sklepu do sklepu. W pewnym momencie zauważyłam, jak Harry staje jak wryty i robi się strasznie blady.

M: Ej, ej! Harry! Co się stało? Oddychaj!
Naprawdę przestraszyłam się jego zachowania. Zaczął normalnie oddychać, ale nie zmienił wyrazu twarzy. W końcu popatrzyłam w tą samą stronę co on. Okazało się, że jego była dziewczyna Taylor, czyli ta, która hejtuje go w sieci, robiła zakupy i była ubrana jak… on?! Ja też się wkurzyłam. Nie lubiłam jej. Słyszałam nie raz jak go zraniła, śmiała się z niego w swoich wywiadach. Widziałam jaki był zszokowany. Musiałam dodać mu otuchy.
M: Chodź, nie przejmuj się. Na głupotę nie ma lekarstwa.(Powiedziałam wskazując na dziewczynę).
H: Chyba masz rację.
Roześmialiśmy się i poszliśmy do KFC, bo po trzech godzinach chodzenia po sklepach i wygłupiania się, strasznie zgłodnieliśmy. Wzięliśmy po dużej porcji frytek z kurczakiem. Znów cały czas się śmialiśmy z byle czego. Zaczynałam go lubić coraz bardziej. W pewnym momencie obok naszego stolika stanęła dosyć wysoka blondynka o jasnej karnacji. Tak jak się domyśliłam była to Taylor. Co jak co, ale myślałam, że jest trochę niższa. Stała tak chwilę, po czym Harry spytał zirytowany:
H: Chcesz czegoś?
T: Spokojnie tylko poznać twoją nową „dziewczynę”.
Popatrzyła na mnie ze zdziwieniem. To pewnie przez moją przeciętność. Wściekłam się.
M: Ja wcale nie chce żebyś mnie poznała.
H: Tak, ja też nie, a po drugie ona nie jest moją dziewczyną.
T: Ojć… czyżby nie chciała się spotykać z taką ofermą jak ty? Masz rację – zwróciła się do mnie – nie ulegaj mu…
Moja cierpliwość się skończyła.
M: Wal się idiotko! Na niego lecą miliony dziewczyn na świecie. Jest wspaniały. To ty go zraniłaś i zostawiłaś, a teraz widać, że jeszcze go kopiujesz. No cóż, jak widać nie umiesz być oryginalna.
Zrzedła jej mina. Spojrzała na siebie.
T: Hej nie bądź taka ostra. Sama się przekonasz jaką jest ofermą.
M: No wiesz raczej ty nią jesteś. Kopiujesz tak wszystkich swoich byłych.Wiem to, bo widziałam, że już nie raz tak było I kto tu jest ofermą?
Zatkało ją . Widocznie chciała zgnębić Harrego ale jej się nie udało. Byłam dumna z siebie, że mogłam mu się za wszystko odwdzięczyć.
T: Wiesz mała, jesteś tylko kolejną ofiarą.
M: Mała to jestem tylko w stosunku do ciebie. Ciekawe czy jest jakiś chłopak na świecie, który jest od ciebie wyższy.
Wkurzyła się i bez słowa odeszła. Harry się roześmiał a ja z nim.
H: Dzięki.
M: No wiesz nie ma za co. Ty pomogłeś mnie, a ja tobie. Z resztą uważam, że nie zasługujesz na takie traktowanie, więc nie mogłam inaczej.
Wstaliśmy i poszliśmy do samochodu. Gdy dojechaliśmy do domu, od razu poszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko.


Mamy rozdział VI z dedykacją dla Szcze Panki :D Piszcie co myślicie o tym rozdziale? :D

sobota, 4 maja 2013

Rozdział V - To ciekawe.


Gdy się obudziłam, ale jeszcze nie otworzyłam oczu, byłam pewna, że wczorajszy dzień był snem, który właśnie się skończył. Byłam zbyt zmęczona, by poczuć jak długo spałam. Ale gdy otworzyłam oczy, ukazały mi się błękitne ściany, moja podręczna torba podróżna leżała jeszcze nie do końca rozpakowana przy szafce nocnej, a obok szafy na ubrania stała moja gitara na pięknym stojaku. Spojrzałam na komórkę. Była godzina 8.26. Nie byłam jeszcze do końca wyspana, ale uznałam, że jak jeszcze pośpię, to mogę się spóźnić na lekcje. Przeciągnęłam się i wstałam. Wyszłam z pokoju z zamiarem udania się do łazienki. Gdy weszłam na korytarz, poczułam zapach, jakby ktoś coś smażył. Po skorzystaniu z toalety (przez zaspanie nawet nie spojrzałam w lustro), poszłam za kuszącym zapachem do kuchni.
H: Witaj śpiochu - przywitał mnie Harry i zachichotał pewnie na widok mojego stanu - jak się spało?
M: Bywało gorzej - odpowiedziałam sennym głosem.
H: Głodna?
M: Chyba tylko dzięki temu tu trafiłam.
Wskazałam głową patelkę ze smażącym się właśnie naleśnikiem. Zaśmiał się i postawił przede mną talerz ze świeżo upieczonymi, a obok słoik dżemu, ser biały i nutellę.
H: Z czym pani sobie życzy?
 Zaprezentował każdy składnik z osobna jak panie w teleturniejach nagrody do wygrania.
M:Hmm poproszę z nutellą - opowiedziałam udając poważną panią z restauracji.
Posmarował mi naleśnika, potem usiał obok mnie i jadł swojego.
H: Smacznego.
M: Dzięki i wzajemnie - była to odpowiedź bardziej automatyczna, a naleśniki były nieziemskie.
M: Mmm świetnie gotujesz.
H: Inaczej bym tego nie robił.
Pokiwałam głową. Zaczęłam nieco bardziej odróżniać jawę od snu.
M: A gdzie reszta chłopaków?
H: Już poszli.
M: Tak wcześnie? - spytałam zdziwiona.
H: Tak - wzruszył ramionami.
H: Czyli do szkoły masz na 11.00?
M:Tak - przygryzałam dolną wargę.
Wcale nie miałam ochoty tam iść, ale musiałam. Trzeba wykorzystać szansę. Nawet jeśli jakieś małpy ci w tym przeszkadzają. Myślałam, że robię to dyskretnie, ale Harry mnie przejrzał.
H: Wcale nie chce ci sie iść co? - spytał pewnym głosem
M:Niall wam opowiedział co się wczoraj wydarzyło?
H: Tak u nas nic sie nie ukryje. Nie chcemy mieć przed sobą tajemnic.
M: Więc tak. Nie chce mi się iść na kolejne spotkanie z... - nie dokończyłam. Zabrakło mi słów.
H: To nie musisz iść - wyjaśnił.
M: Oj chyba jednak muszę. To w końcu wygrana w konkursie. Nie chcę chować głowy w piasek tylko dlatego, że mam zołzy w grupie.
H: To powodzenia - powiedział zrezygnowanym głosem.
M: Nie dziękuje, ale się przyda. Która to już?
H: 9.00.
M: Więc pójdę pod prysznic, bo muszę się w końcu obudzić.
Harry zaśmiał się, a ja poszłam się wykąpać. Później nałożyłam na twarz pokład i puder w kamieniu. Nie lubiłam się malować, ale co zrobić, jeśli ma się całą twarz w trądziku. Zapakowałam jeszcze gitarę to etui, zebrałam się, wzięłam swój plecak i byłam gotowa.
M: Harry ja już wychodzę - zawołałam z korytarza.
H: Czekaj zawiozę cię - powiedział schodząc z góry.
M: Przecież to niedaleko. Przejdę się.
H: Nigdzie nie będziesz szła - udawał że mi grozi - chyba, że do samochodu.
M: Dobra niech ci będzie.
Weszliśmy do samochodu. Nadal nie mogłam się przyzwyczaić do kierownicy z prawej strony. Wydawało mi się to trochę śmieszne. Zaczęłam rozmyślać co ciekawego znowu przydarzy mi się na lekcjach. Szczególnie po wczorajszym. Chciałam czy nie, musiałam się z tym zmierzyć i koniec. Nie było odwrotu. Zacisnęłam dłonie w pięści tak mocno, że dostałam skurcz. Jęknęłam cicho. Lecz i tak zbyt głośno.
H: Co się stało?
M: Nic takiego.
H: Na pewno? - dopytywał się nie wierząc mi.
M: Nie - odpowiedziałam krótko.
Roześmiał się a ja z nim.
H: No to co się stało?
M: Po prostu jestem zdenerwowana wiesz tym jak to będzie itd. - mówiłam załamanym głosem -najchętniej bym uciekła i nie szła tam.
H:To może pójdę tam z tobą? - zaoferował.
M: Nie, bo może być jeszcze gorzej.
H: Dlaczego?
M: Lepiej nie mówić.
Tak tego lepiej nie mówić. Jeszcze on mógł mieć kłopoty i co? Nie miałam zamiaru wciągać ani jego ani nikogo w to idiotyczne bagno. W końcu dojechaliśmy pod szkołę.
H: O której kończysz lekcje?
M: Planowo o 2.00. Chyba, że wybiegnę jak wczoraj.
H:To masz mój numer. Jak coś to zadzwoń.
Podał mi karteczkę z numerem.
M: Dzięki.
H: Pozwól chociaż odprowadzić się do drzwi.
M: No dobra chodź.
Wyszliśmy z auta. Gdy podeszliśmy do drzwi, szły akurat Cloe, Helen i Hope. Te dwie pierwsze to największe haterki mojej osoby, a trzecia - nawet ją lubię, ale nie mamy bliższych kontaktów. Wszystkie trzy miały strasznego bzika na punkcie 1D. Jak tylko je zobaczyłam, nie chciałam nawet wiedzieć co będzie. Zaczęły piszczeć (zapewne mnie nie zauważając) i biec w naszym kierunku. Od razu wyjęły notesy i prosiły go o autograf. Podpisał im się. Potem zaczęły go przytulać i całować po policzkach. Stałam obok i jedynie się przyglądałam. W końcu Harry wyswobodził się z ich objęć. Następnie podszedł do mnie.
H: Do zobaczenia później Malwa - pocałował mnie w policzek.
M: Do zobaczenia - odpowiedziałam słabym głosem rumieniąc się.
Wszystkie trzy stanęły jak wryte. Spuściłam głowę ze wstydu i nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Weszłam tak do szkoły rozmarzona i zaskoczona. Hm dlaczego to zrobił? Nie dawało mi to spokoju. Całą drogę do auli, wszystko robiłam mechanicznie. Ciągle byłam nieobecna. Ocknęłam się, gdy Cloe i Helen stanęły przede mną ze wściekłymi minami. Czekałam na jakiś znak z ich strony, ale nic nie zrobiły. W końcu miałam tego dość.
M: Czego znowu ode mnie chcecie? - spytałam tracąc cierpliwość.
Odpowiedziała mi cisza. Spróbowałam inaczej.
M: O co wam chodzi?
Cloe: Ty się jeszcze głupio pytasz? Nikt mnie jeszcze tak nie upokorzył!
Helen: No właśnie, nikt.
Zignorowałam Helen. Inaczej się nie dało. Tak trzyma się Cloe, jakby nie miała własnego rozumu.
M: Upokorzył?! - byłam zdziwiona - A co ja niby zrobiłam?
C: Teraz będziesz miała jeszcze większe piekło niż dotąd - powiedziała wściekła.
M: Wiesz mnie raczej nic już nie zaskoczy.
C: To się zdziwisz!
Odeszła. Nie cierpię jej. Wyżywa się na mnie za coś, na co nie mam wpływu. Dokładnie wiedziałam o co jej chodzi. Harry dał mi buziaka w policzek i co? Ale dla chcącego nic trudnego. Zawsze wymyśli coś, o co zacznie się wkurzać jeszcze bardziej. W końcu przyszła do nas profesorka. Sprawdziła obecność, a następnie zwróciła się do mnie.
P.P:  Co to miało być wczoraj młoda damo?
M: Po prostu nie wytrzymałam i tyle. Przepraszam, że wyszłam tak bez słowa.
P.P Żeby mi się to więcej nie powtórzyło zrozumiano?
M: Tak.
Zwróciła się w stronę Helen. Na szczęście dała mi już spokój. Nie rozumiem jak można być tak ślepym i nie widzieć co kombinuje Cloe. W połowie zajęć, gdy nauczycielka na moment wyszła, pani „to się zdziwisz” wstała i zaczęła swoje przedstawienie.
C: Ej wiecie że nasza kochana Malwinka chwaliła mi się, że zna Harrego Styles’a
Wszyscy spojrzeli najpierw na nią zdziwieni, a potem na mnie z niedowierzającymi minami. A więc tak się chciała zabawić? No dobra niech jej będzie.
C: Tak. Ale jakoś dzisiaj go spotkałyśmy i jak go o to spytałyśmy to był tym bardzo zaskoczony. Spojrzał na nią i powiedział „Jak mógłbym znać taką niedorajdę?”, i zaczął się śmiać, a potem pokręcił mówiąc „Czasem moje fanki są zbyt nachalne”.
Ona jest idiotką. Jak można być taką, jak ona. Poczułam, że do oczu napływają mi łzy. Powalona wredna, zazdrosna, idiotyczna, irytująca, podła, bez - sercowa egoistka. Ścisnęłam prawą dłoń w pięść i uderzałam nią o nogi, żeby się nie rozpłakać. A raczej chciałam się utrzymać na miejscu, bo jak znowu bym uciekła, to dopiero wtedy byłoby źle. Wszyscy się ze mnie śmiali. Chciałam wziąć nogi za pas, ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Siedziałam próbując „przykleić się” do krzesła. Nauczycielka wróciła i wszyscy momentalnie ucichli. W pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi, a następnie wszedł na aulę. Był to… Harry? A co on tu robi? Nieważne, ale na pewno podsłuchiwał to, co Cloe nagadywała.
H: Dzień dobry, można? - powiedział.
 Gdy dziewczyny go zobaczyły, zaczęły tak strasznie piszczeć, że musiałam zatkać sobie uszy, a chłopaki wyglądali na tak zdziwionych, jakby zobaczyli jakiegoś kosmitę.
P.P Jasne, proszę - odpowiedziała oszołomiona nauczycielka - a was proszę o spokój.
H: Chciałbym coś powiedzieć.
P.P No dobrze.
H: Po pierwsze słyszałem tą hm „przemowę?” którą wygłosiła jedna z dziewczyn. Wcale tak nie było. My z Malwą znamy się od wczoraj. Reszta chłopaków też ją zna. Jest niesamowicie utalentowana i niezwykła. Dzisiaj przywiozłem ją pod szkołę. Nie opowiedziałbym o tym, gdyby nie było takiej sytuacji. Nie mogę uwierzyć, że niektórzy z naszych fanów są aż tak okrutni - spojrzał na Helen i Cloe.
Przerwał na chwilę. Podszedł do mnie, i mocno mnie przytulił. Gdy mnie puścił, zaczął mówić dalej:
H: Ta wczorajsza piosenka była jej.
P.P: A skąd u ciebie taka pewność? - spytała zdezorientowana.
H: Malwa, jest coś, o czym nie wiesz. Niall wczoraj tędy przechodził. Wszystko słyszał i widział przez okno. Proszę nie złość się na niego z tego powodu. Chciał ci powiedzieć, ale nie było kiedy. Więc poprosił o to mnie. Nie będziesz na niego zła?
O czym on mówi? Jak mogę być zła na kogoś, kto jest dla mnie dobry. Jedyni ludzie w Londynie, którzy naprawdę mnie polubili i miałabym być na któregoś z nich zła? Jeszcze za mało mnie zna.
M: Nie będę - powiedziałam cichym głosem i się uśmiechnęłam. On go odwzajemnił i mówił znowu:
H: Wiem że utwór był jej bo Niall opowiedział mi, jak się wtedy zachowała. Widać po niej, że ma duszę prawdziwej artystki. Jest wrażliwa na każde ukradzione jej słowo i nutę. Poza tym widziałem też jej kartki z próbkami tej piosenki zatytułowanej „Kim jesteś dla mnie?” a pod spodem było dopisane „na lekcje z muzyki”. To byłoby na tyle.
Zwrócił się twarzą do mnie. Szepnęłam „dzięki”, a on mrugnął do mnie.
H: Muszę już iść. Do widzenia pani. Cześć wszystkim - powiedział i poszedł.
Wszyscy odwrócili się w moją stronę z podziwem. Schowałam się w moje średniej długości włosy. W pewnej chwili pani zwróciła się do mnie:
P.P: Malwa. Tak bardzo cię przepraszam, że ci nie wierzyłam. Oczywiście odwołuję twoją naganę, a dostaje ją Cloe. I zostaną wezwani jej rodzice. Proszę, zaśpiewaj nam piosenkę, którą przygotowałaś.
Byłam nie co oszołomiona. Trochę zdziwiona. No nic zgodziłam się. Weszłam na scenę.
M: Ta piosenka nazywa się „Kim jesteś dla mnie” - uśmiechnęłam się, bo pomyślałam o Harrym.
Everytime I think what you doing now,
When you’re near me what do you think about.
When you’re smile I smile with you
But I would like something new.


Who are you, who are you for me?
I’d like somebody else to be.
I don’t know what do you think.
Who are you for me?
I see that you like hug me
I see big joy in your eyes.
I don’t know what think about this.
When you in my cheek sweetly kiss.


Gdy po raz kolejny śpiewałam refren, coraz bardziej zastanawiało mnie zachowanie Harrego. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Wczorajsza pomoc przy układaniu piosenki, dzisiaj uparł się, że zawiezie mnie do szkoły, mimo, że jest nie daleko, a potem ten buziaczek? Nie to nie może być prawda. On jest wielką gwiazdą, a ja małą szarą myszką. Ale ta piosenka była jak na zawołanie. Nie było to specjalnie. Tak dziwnie się złożyło. Akurat teraz. Nie wiedziałam co mam myśleć. Dokładnie jak w piosence. Dobra zobaczymy jak minie dzisiejszy dzień. Gdy skończyłam wszyscy wybuchli w głośnym aplauzie. Uśmiechnęłam się, ukłoniłam i poszłam na swoje miejsce. Dostałam szóstkę i zlecenie do napisania piosenki do spektaklu teatralnego. Byłam z siebie dumna. Bo jak ktoś dostał takie zlecenie, później dopisywało się to do punktów i była większa szansa na wygraną w ostatecznym przeglądzie. Dzisiejsza lekcja przeszła mi szybciej i była najlepszą do tej pory. Na końcu jeszcze psorka obwieściła następny dzień jako wolny i wszyscy poszli się do swoich domów.

To mamy piąty rozdział. Jeśli czytasz, komentuj. Dziękuję za ponad 200 wyświetleń ;)

niedziela, 28 kwietnia 2013

Nowe postacie:


Cloe Martin
19 - letnia ruda z brązowymi oczami. Lubi śpiewać i grać na gitarze. Jest fanką 1D. Nienawidzi konkurencji, a uważa, że Malwa nią jest. Hejtuje ją z byle powodu. Kompromituje na każdym kroku. Gdy jej się coś nie udaje, strasznie się wścieka.

  

Helen Dawson

18 - letnia brunetka o brązowych oczach. Lubi śpiewać i grać na pianinie. Fanka 1D. "Przlepka" Cloe. Bez niej, nie istniałaby. Dlatego razem z nią hejtuje Malwę. Jest nieogarnięta i strasznie dziecinna.


Hope Jones
17 - letnia ruda z brązowymi oczami. Gra na gitarze i lubi śpiewać. Oprócz tego, kocha tańczyć. Jest Directionerką. Jedna z Kumpel Natalie. Dlatego nie hejtuje Malwy. Toleruje każdego i nie lubi nie potrzebnych kłótni.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Rozdział IV - Coraz lepiej


Siedziałam w fotelu jak na szpilkach.
M: Kiedy zauważyłeś bandaż na mojej ręce? - spytałam w końcu.
N: W parku, gdy chciałaś podnieść swoją gitarę, ale wziąłem ją przed tobą, zobaczyłem na twoim nadgarstku jakiś materiał - powiedział spokojnym głosem - a potem przypomniałem sobie o tym, jak rozmawiałaś ze swoimi rodzicami i gdy wyciągnęłaś rękę do przodu, trochę podwinął się twój rękaw. W tedy powiedziałaś mi, żebym podszedł. Upewniłem się, że jest to bandaż i nie spodobało mi się to.
Pokiwałam głową. Nie byłam w stanie zrobić więcej. Wkrótce dojechaliśmy do ich domu. Niall wyciągnął
moją torbę z bagażnika. Weszliśmy do salonu. Nikogo tam nie było. Mój towarzysz pokierował mnie na górę, a potem wskazał drzwi. Weszłam do środka i popatrzyłam ze zdziwieniem. Chłopaki siedzieli na łóżku.
H: O hej - podszedł do nas - Tu będzie twój pokój. Podoba ci się? - dodał z uśmiechem.
M: Bardzo. Jest idealny - powiedziałam z podziwem - Lubię niebieski.
H: Tak? Ja też. - słychać było, jak bardzo go to ucieszyło. Ciekawe dlaczego.
L: To może pozwolimy Malwie się rozpakować i rozgościć.
Lou: My cię tu na chwilkę zostawimy, a ty czuj się jak u siebie tylko przyjdź zaraz do nas.
M: Ok. Jak nie zabłądzę po drodze.
Kiedy chłopaki wyszli zaczęłam wyciągać ciuchy z torby. Podchodząc do szafy zobaczyłam moją gitarę, która stała sobie na pięknym stojaku. Nie ma co oni są na prawdę świetni. Gdy powkładałam już wszystko na swoje miejsce, wzięłam swój instrument, zaczęłam grać i śpiewać piosenkę Natalie Imbruglie "Torn". Gdy skończyłam, postanowiłam zejść do chłopaków. Ale ledwo zdążyłam odłożyć gitarę, cała piątka weszła do pokoju z klaskającymi dłońmi. Popatrzyłam na nich nieco zdziwiona.
M:Co się stało?
Z: Ty się pytasz co się stało?
H: Dziewczyno! Jesteś niezwykła!
L: Masz wielki talent.
Lou: Pięknie śpiewasz.
N: Jak śpiewałaś to jakbyś ty była tą piosenką!
M: Dobra skończyliście już? - z nerwów zachichotałam.
Chłopaki spojrzeli po sobie i też się zaśmiali.
M: Zaraz... - zaczęłam ze zdziwieniem - było mnie słychać aż na dół do salonu?
L: Nie.
Lou: Niall miał pójść po ciebie bo myśleliśmy już, że gdzieś zginęłaś.
 Popatrzyłam na niego z miną typu "No co ty nie powiesz".
Z: Ale zaraz z powrotem przyszedł i zawołał nas, żebyśmy poszli z nim, że musimy czegoś posłuchać.
H: I miał rację było warto.
Czułam sie niesamowicie. Oto piątka najlepszych artystów jakich słuchałam i znam, nie mogli nadziwić się moim głosem.
M: Emm... dzięki za miłe słowa - zdołałam powiedzieć tylko tyle.
H: Zagraj coś jeszcze.
M: Może później, a teraz wolałabym obejrzeć jakiś film. Jeśli nie macie nic przeciwko.
H: Dobra, ale trzymamy cię za słowo.
 Zeszliśmy do salonu. Chłopaki powiedzieli mi, że jestem ich gościem i że to ja mam wybrać film. Starałam się wybrać tak, żeby nie było widać, że tak naprawdę wszystko mi jedno. Dlaczego tak zareagowałam? Nie byłam gotowa stanąć przed nimi i zaśpiewać. Za bardzo zżerałyby mnie nerwy. Wystarczy, że patrzy się na mnie kilka osób, łamie mi się głos. W szkole to co innego. Owszem, znałam ludzi z mojej klasy zaledwie tydzień, ale jakoś uwierzyłam w siebie i śpiewałam z zamkniętymi oczyma. Ale na początku stosowałam dość bolesne metody. Biłam pięściami po nogach, żeby móc się opanować. Jakoś pomogło. Cały czas udawałam, że z ciekawością oglądam film, ale tak naprawdę uporczywie myślałam nad opanowaniem swojej nieśmiałości. Wiedziałam,
że jestem dobra, ale jakoś nie mogłam. Gdy skończył się film, wszyscy wstaliśmy i przeciągnęliśmy się po dwugodzinnym siedzeniu w bezruchu. Liam wyłączył TV.
H: No to co teraz robimy?
M:Hmm... wiecie - muszę dokończyć piosenkę.
H: To ci pomogę - powiedział z serdecznym uśmiechem z uroczymi dołeczkami w policzkach.
M: Bardzo miło z twojej strony. Przyda mi się pomoc w doborze melodii.
H: To chodźmy.
Ruszyliśmy w kierunku schodów. Zobaczyłam jeszcze kątem oka, że chłopaki mają różne miny. Lou wyglądał na nauczyciela, który był dumny ze swojego ucznia, Liam miał jedną stronę ust wyciągniętą ku górze, Zayn chyba próbował się nie roześmiać, a Niall był nieco zdezorientowany. Doszliśmy do pokoju. Usiedliśmy na łóżku. Najpierw przeglądną mój tekst, a potem zaczęliśmy układać melodię.
H: Dlaczego cały czas się wymigujesz od śpiewania?
Co miałam mu odpowiedzieć? Że jestem tchórzem? Że mimo mojego talentu i tego, że o tym wiem nie jestem w stanie śpiewać? A może jak mu to powiem to będzie mi jakoś lepiej.
H: Hej co się stało? Zrobiłaś się strasznie blada. Oddychaj! - Zaczął wołać i wymachiwać rękami.
Zapomniałam o oddychaniu? Wow! Rzeczywiście chyba miałam jakiś problem. Spuściłam powietrze z płuc i znowu pracowały jak należy.
M: Ja... - zaczęłam drżącym i słabym głosem, próbowałam w międzyczasie zebrać myśli  - ja po prostu jak sobie pomyśle że mam śpiewać przed kimś kto zna mnie zaledwie parę godzin i do tego są jednymi z najlepszych to jakoś nie mogę. I co z tego, że wiem, że słyszeliście mnie przedtem. Mimo wielkich chęci... - nie wiedziałam jak to określić - nie potrafię.
H: I to dlatego teraz zapomniałaś o oddychaniu? - spytał zdziwiony. Pokiwałam głową.
H: A w szkole? - spytał - Przecież jakoś musisz sobie radzić.
M: Właśnie dlatego się ze mnie śmieją. Pierwszego dnia trzęsłam się jak galareta, głos zaczął mi drżeć. Zaczęłam stosować dość bolesne metody. Biłam się po nogach, przez co była nieco spokojniejsza, a w sali zamknęłam oczy i udałam, że nikogo tam nie ma. Ale ostatnio jest coraz lepiej. Coraz częściej śpiewam z otwartymi oczami i bez trzęsącego się głosu.
Gdy mówiłam o bolesnych metodach, był trochę zszokowany.
H: Masz spróbuj - podał mi gitarę - jestem pewny, że ci się uda.
M: Dobra w końcu jedna osoba to nie pięć - próbowałam się roześmiać, ale wyszedł z tego trzęsący się chichot.
H: Zaśpiewaj to, co ułożyliśmy - powiedział z zachęcającym uśmiechem.
M: Ok - wzięłam od niego gitarę, zrobiłam trzy głębokie wdechy i wydechy i zaczęłam.
M: I got chance from fate, I must well use from them - oczywiście głos musiał mi drżeć, nie było źle, ale dobrze też nie.
M:Ygh.. jestem jak ostatnia oferma - powiedziałam i zrobiłam wściekłą minę.
H: Nie było źle, ale skup się bardziej na sobie niż na mnie, to będzie lepiej.
M: Dobra - powiedziałam i zaczęłam znowu.
- I got chance from fate,
   I must well use from them.
   I won't be idly to  lie,
   I am happy, thank you my life.
Rzeczywiście głos ani raz mi nie zadrżał, a ja zrobiłam się pewniejsza. Śpiewałam dalej.
- I love you my dear good life,
   I don't want to part with you.
   Where you're, there I want be,
   Now you know, who is me.
Gdy skończyłam odetchnęłam z ulgą.
H: No widzisz poradziłaś sobie. Masz wielki talent i piękny głos, więc nie ma co go ukrywać.
Zrobiłam sie czujna.
M: Co masz na myśli mówiąc "nie ma co go ukrywać"?
H: Nic. Po prostu chcę, żebyś bardziej się otworzyła - powiedział z uśmiechem.
M: Dzięki za radę i miłe słowa - odpowiedziałam mu tym samym.
Spojrzałam na zegarek. Była 8.00 a ja już czułam sie zmęczona.
M: Wiesz jakoś chce mi się już spać - powiedziałam zmęczonym głosem.
H: Już? - spytał zdziwiony.
M: Miałam bardzo ciężki dzień. Mogłabym jeszcze wziąć prysznic?
H: Jasne, tam jest twoja łazienka.
Ale numer - pomyślałam - mam własną łazienkę. Gdy sie wykąpałam, poszłam jeszcze, tak z ciekawości, zobaczyć co robią chłopaki. Akurat jedli kolację. Oczywiście nie obeszło się beze mnie. W pewnej chwili Niall mnie spytał.
N: Jakie masz plany na jutro?
M:Hmm... - myślałam - do szkoły muzycznej mam na 11.00, po lekcjach miałam zamiar udać sie na jakieś zakupy. A potem się zobaczy.
N: Więc jutrzejszy dzień spędzisz w towarzystwie Harrego - powiedział Lou.
Przelotnie i impulsywnie spojrzałam na chłopaka z kręconymi włosami.
M: Dobra.
Ciekawiło mnie co z resztą. Nie żebym miała ich o to zapytać. Ale Harry pospieszył mi z wyjaśnieniami.
H: Louis, Liam i Zayn idą do swoich dziewczyn, a do Nialla przyjeżdża rodzina z Irlandii. Ja nie mam żadnych planów na jutro, więc odetchnąłem z ulgą, że nie spędzę go sam.
Uśmiechnęłam się przelotnie. Po chwili powieki zaczęły mi gwałtownie opadać, więc pożegnałam się z wszystkimi i poszłam do pokoju. Mimo zmęczenia nie usnęłam od razu. Zdążyłam jeszcze podsumować dzień, który właśnie się kończy. Chciałam, aby to nie była jakaś zjawa czy sen. Miałam nadzieję, że tak nie jest. Ciągle nie mogłam uwierzyć, że znalazłam takich fajnych kolegów, o złotych sercach. Zawsze ich tak nazywałam. W środku rozpierała mnie wielka radość. W końcu się rozluźniłam i odpłynęłam.



Oto rozdział IV taki sobie podoba wam się? Komentujcie ;)

środa, 17 kwietnia 2013

Rozdział III - Niezręczna sytuacja


 Byłam już trochę pewniejsza, więc zagadałam do Niall’ a pierwsza.
M: No wiesz, wiedziałam ,że jesteście zwariowani, ale tego się nie spodziewałam - przypomniałam sobie to, co się działo, jak weszliśmy do salonu i zachichotałam, a on razem z mną.
N: Cóż. Liam musiał ostro zgłodnieć co za często się nie zdarza. Zazwyczaj to moja działka - roześmialiśmy się.
M: Myślałam, że to Harry zabiera jedzenie tobie.
N: Spróbowałby.
Zachichotałam, a później zaczęłam rozmyślać, jakby to było mieć na co dzień taką fajną paczkę zabawnych przyjaciół. Życie bez kłopotów. A nawet jeśli to zawsze ma cię kto wesprzeć. W pewnej chwili uświadomiłam sobie że fantazjuję i spuszczając głowę, posmutniałam.
N: Mogę o coś spytać? - wyrwał mnie z zamyślenia.
M: Emm… jasne - powiedziałam nieco zmieszana.
N: Dlaczego próbowałaś się wykręcać, żeby u nas nie zostać? - zapytał tak, jakby jeszcze przed chwilą próbował odpowiedzieć sobie na to pytanie.
M: Nie chciałam wam siedzieć na głowie i wolę być samowystarczalna - powiedziałam z przelotnym uśmiechem.
N: Aha - odrzekł, jakby nie za bardzo mi wierzył, a i miał powód. To było to, o czym nie chciałam im mówić.
Poprzedniego dnia moje hejterki skrytykowały mój strój i cały czas mnie dobijały. Nie mogłam tego wytrzymać. Chciałam jakoś odreagować. Próbowałam z muzyką, ale po raz pierwszy się nie udało. Nie wiedziałam co masz robić, więc najpierw wzięłam nożyczki i zaczęłam bardzo mocno jeździć nimi po rękach. To i tak okazało się za mało. W końcu wzięłam żyletkę i przejechałam od łokcia do nadgarstka. Polała się krew. Tego właśnie potrzebowałam. Poczułam wreszcie ulgę, ale od razu pobiegłam do łazienki, aby zalać ranę zimną wodą i zrobić opatrunek.
Nie chciałam, żeby ktoś zobaczył moją ranę. Mógł sobie jeszcze pomyśleć, że mam skłonności samobójcze, a przecież nie chciałam się zabić. Hmm. Może i dobrze, że kazali mi zostać u siebie. Po dzisiejszym dniu nie wiadomo co mi mogło strzelić do głowy, gdybym siedziała sama. Dojechaliśmy do domu, w którym mieszkałam. Oczywiście po drodze mówiłam Niallowi gdzie ma jechać. Weszliśmy do środka. Na szczęście rano nie miałam co robić i posprzątałam, więc był idealny porządek. Zaprowadziłam go do kuchni. Poczęstowałam tostami z nutellą i herbatą i poszłam spakować parę rzeczy. W międzyczasie włączyłam laptopa i zadzwoniłam do rodziców. Rozmawialiśmy przez Skype’a.
[Rozmowa: M: Malwa, R: Rodzice, M1: Mama, T: Tata K: Kamil brat Malwy (emoty reakcja)]
M: Hej wam! :D
R: Cześć skarbie ;)
M1: I jak tam dzisiaj było?
M: Fantastycznie, szkoła świetna nauczyciele też. Po prostu bajka. A co u was?
T: Jakoś idzie, ale trochę nam cię brakuje. Wiesz twój brat trochę się nudzi, bo nie ma komu dogryzać.
M: Ha i dobrze mu tak. Niech zobaczy co to nuda jak on czasem gdzieś idzie sam, a mnie nie weźmie. :P
K: Ale jak wrócisz to już po tobie!
M: Wiesz jakoś nie chce mi się wracać może zostanę. :P A ty zanudzisz się na śmierć. Po prostu zazdrościsz mi, że to ja dostałam niepowtarzalną szansę od losu a nie ty. Bo to przecież w końcu…
Chciałam powiedzieć, że to jemu się zawsze dobrze powodziło a nie mnie (zaczęłam mu tak docinać, zanim jeszcze wyjechałam, chociaż nie miałam ochoty, ale chciałam go jakoś zgasić), ale mama mi przerwała.
M1: Ej, spokój! Chyba już dawno to zrozumiał.
M: Wiem, ale zrozum, to tak pięknie brzmi. I jakie to uczucie gdy możesz w końcu odpowiedzieć komuś, kto się zawsze z ciebie nabija. XD
T:No a ogólnie przydarza ci się coś miłego?
Zawsze wiedział co kiedy trzeba powiedzieć.
M: O tak zapomniałabym! Dzisiaj spotkałam jednego chłopaka z mojego ulubionego zespołu, a potem poszłam na chwilę do jego domu i poznałam resztę chłopaków XD. Londyn jest niesamowity!
M1: O to wspaniale. A jaki to zespół?
M: One Direction. Wiesz jedni z tych, którzy mnie inspirują :D. Jak byłam u nich w domu to uparli się, że nie mogę siedzieć sama w pustym mieszkaniu i zaprosili mnie do siebie na parę dni.
M1: To dobrze. Ale zaraz. Jak to sama? A Natalie?
M: A właśnie Natalie musiała wyjechać z rodzicami na parę dni.
M1: W takim razie świetnie się złożyło.
M: No też tak myślę. Niall, ten, którego spotkałam, przyjechał ze mną chwilę do mieszkania, po niezbędne rzeczy. Chcecie go poznać? ;)
T: No pewnie zawołaj go.
M: Niall możesz tu na chwilę przyjść?
Okazało się, że był ze mną w pokoju jedząc tosta. Podszedł do mnie.
M: Mamo, tato to jest Niall. Niall to są moi rodzice. A tam w tle siedzi mój brat i jak zwykle się wkurza. :D Zachichotałam. Moi rodzice nie znali angielskiego, ale Kamil tak.
K: Zobaczymy kto się wkurzy jak wrócisz. - powiedział i wybiegł z pokoju.
T: Co ty powiedziałaś?
M: Nic, po prostu was przedstawiłam XD - powiedziałam z szerokim uśmiechem.
M1: No dobrze, ale już przestań.
M: Muszę kończyć, bo muszę popracować nad piosenką, a to nie zawsze takie proste. 
M1: To pa słonko.
M: Zapomniałabym. Co tam u Marysi?
M1: Ostatnio się przeziębiła, ale już z nią lepiej. Teraz śpi.
M: Aha to niech zdrowieje i ucałuj ją ode mnie. Pa:*
R: Papa :*
Rozłączyłam się i zamknęłam laptopa. Zaczęłam pakować przygotowane rzeczy do tobry podróżnej. Niall siedział na krześle. Po chwili powiedział.
N: Może nie znam polskiego, ale coś mi się wydaje, że trochę na ściemniałaś. Nie powiedziałaś im co się dzisiaj wydarzyło prawda?
Stanęłam jak wryta. Czy on musiał wszystkiego się domyślać?
M: Nie a co?
N: Dlaczego im nie powiedziałaś? - spytał z troską w głosie.
M: Bo zaraz zrobili by z tego nie wiadomo co, musiałabym wcześniej wrócić do domu, a po trzecie mają własne problemy.
N: Ty też masz ich całkiem sporo - powiedział i dodał - choćby to.
Wziął moją rękę i odwinął kawałek rękawa od swetra. Ukazał się biały bandaż, którym, poprzedniego wieczoru, owinęłam sobie przedramię po przejechaniu po nim żyletką. Zrobiło mi się głupio i wstyd. Wzięłam rękę i spuszczając głowę, z powrotem zawinęłam rękaw.
M: To nic takiego - powiedziałam zmieszana.
N: To nic takiego!? - wstrząśnięty i zdziwiony - czyli nie miałaś wczoraj w ręce niczego ostrego?
M: Miałam, ale uwierz nie chciałam nic złego sobie zrobić - zaczęłam się głupio tłumaczyć - to było jedynie odreagowanie nic więcej.
Pokiwał głową, lecz już się nie odezwał. Wziął moją torbę i poszliśmy do samochodu. Schowałam swoje rzeczy do bagażnika.

Jest i rozdział trzeci specjalnie dla kumpelki. ;) Jeśli czytacie komentujcie. Nie wiecie ile to dla mnie znaczy. <3