niedziela, 28 kwietnia 2013

Nowe postacie:


Cloe Martin
19 - letnia ruda z brązowymi oczami. Lubi śpiewać i grać na gitarze. Jest fanką 1D. Nienawidzi konkurencji, a uważa, że Malwa nią jest. Hejtuje ją z byle powodu. Kompromituje na każdym kroku. Gdy jej się coś nie udaje, strasznie się wścieka.

  

Helen Dawson

18 - letnia brunetka o brązowych oczach. Lubi śpiewać i grać na pianinie. Fanka 1D. "Przlepka" Cloe. Bez niej, nie istniałaby. Dlatego razem z nią hejtuje Malwę. Jest nieogarnięta i strasznie dziecinna.


Hope Jones
17 - letnia ruda z brązowymi oczami. Gra na gitarze i lubi śpiewać. Oprócz tego, kocha tańczyć. Jest Directionerką. Jedna z Kumpel Natalie. Dlatego nie hejtuje Malwy. Toleruje każdego i nie lubi nie potrzebnych kłótni.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Rozdział IV - Coraz lepiej


Siedziałam w fotelu jak na szpilkach.
M: Kiedy zauważyłeś bandaż na mojej ręce? - spytałam w końcu.
N: W parku, gdy chciałaś podnieść swoją gitarę, ale wziąłem ją przed tobą, zobaczyłem na twoim nadgarstku jakiś materiał - powiedział spokojnym głosem - a potem przypomniałem sobie o tym, jak rozmawiałaś ze swoimi rodzicami i gdy wyciągnęłaś rękę do przodu, trochę podwinął się twój rękaw. W tedy powiedziałaś mi, żebym podszedł. Upewniłem się, że jest to bandaż i nie spodobało mi się to.
Pokiwałam głową. Nie byłam w stanie zrobić więcej. Wkrótce dojechaliśmy do ich domu. Niall wyciągnął
moją torbę z bagażnika. Weszliśmy do salonu. Nikogo tam nie było. Mój towarzysz pokierował mnie na górę, a potem wskazał drzwi. Weszłam do środka i popatrzyłam ze zdziwieniem. Chłopaki siedzieli na łóżku.
H: O hej - podszedł do nas - Tu będzie twój pokój. Podoba ci się? - dodał z uśmiechem.
M: Bardzo. Jest idealny - powiedziałam z podziwem - Lubię niebieski.
H: Tak? Ja też. - słychać było, jak bardzo go to ucieszyło. Ciekawe dlaczego.
L: To może pozwolimy Malwie się rozpakować i rozgościć.
Lou: My cię tu na chwilkę zostawimy, a ty czuj się jak u siebie tylko przyjdź zaraz do nas.
M: Ok. Jak nie zabłądzę po drodze.
Kiedy chłopaki wyszli zaczęłam wyciągać ciuchy z torby. Podchodząc do szafy zobaczyłam moją gitarę, która stała sobie na pięknym stojaku. Nie ma co oni są na prawdę świetni. Gdy powkładałam już wszystko na swoje miejsce, wzięłam swój instrument, zaczęłam grać i śpiewać piosenkę Natalie Imbruglie "Torn". Gdy skończyłam, postanowiłam zejść do chłopaków. Ale ledwo zdążyłam odłożyć gitarę, cała piątka weszła do pokoju z klaskającymi dłońmi. Popatrzyłam na nich nieco zdziwiona.
M:Co się stało?
Z: Ty się pytasz co się stało?
H: Dziewczyno! Jesteś niezwykła!
L: Masz wielki talent.
Lou: Pięknie śpiewasz.
N: Jak śpiewałaś to jakbyś ty była tą piosenką!
M: Dobra skończyliście już? - z nerwów zachichotałam.
Chłopaki spojrzeli po sobie i też się zaśmiali.
M: Zaraz... - zaczęłam ze zdziwieniem - było mnie słychać aż na dół do salonu?
L: Nie.
Lou: Niall miał pójść po ciebie bo myśleliśmy już, że gdzieś zginęłaś.
 Popatrzyłam na niego z miną typu "No co ty nie powiesz".
Z: Ale zaraz z powrotem przyszedł i zawołał nas, żebyśmy poszli z nim, że musimy czegoś posłuchać.
H: I miał rację było warto.
Czułam sie niesamowicie. Oto piątka najlepszych artystów jakich słuchałam i znam, nie mogli nadziwić się moim głosem.
M: Emm... dzięki za miłe słowa - zdołałam powiedzieć tylko tyle.
H: Zagraj coś jeszcze.
M: Może później, a teraz wolałabym obejrzeć jakiś film. Jeśli nie macie nic przeciwko.
H: Dobra, ale trzymamy cię za słowo.
 Zeszliśmy do salonu. Chłopaki powiedzieli mi, że jestem ich gościem i że to ja mam wybrać film. Starałam się wybrać tak, żeby nie było widać, że tak naprawdę wszystko mi jedno. Dlaczego tak zareagowałam? Nie byłam gotowa stanąć przed nimi i zaśpiewać. Za bardzo zżerałyby mnie nerwy. Wystarczy, że patrzy się na mnie kilka osób, łamie mi się głos. W szkole to co innego. Owszem, znałam ludzi z mojej klasy zaledwie tydzień, ale jakoś uwierzyłam w siebie i śpiewałam z zamkniętymi oczyma. Ale na początku stosowałam dość bolesne metody. Biłam pięściami po nogach, żeby móc się opanować. Jakoś pomogło. Cały czas udawałam, że z ciekawością oglądam film, ale tak naprawdę uporczywie myślałam nad opanowaniem swojej nieśmiałości. Wiedziałam,
że jestem dobra, ale jakoś nie mogłam. Gdy skończył się film, wszyscy wstaliśmy i przeciągnęliśmy się po dwugodzinnym siedzeniu w bezruchu. Liam wyłączył TV.
H: No to co teraz robimy?
M:Hmm... wiecie - muszę dokończyć piosenkę.
H: To ci pomogę - powiedział z serdecznym uśmiechem z uroczymi dołeczkami w policzkach.
M: Bardzo miło z twojej strony. Przyda mi się pomoc w doborze melodii.
H: To chodźmy.
Ruszyliśmy w kierunku schodów. Zobaczyłam jeszcze kątem oka, że chłopaki mają różne miny. Lou wyglądał na nauczyciela, który był dumny ze swojego ucznia, Liam miał jedną stronę ust wyciągniętą ku górze, Zayn chyba próbował się nie roześmiać, a Niall był nieco zdezorientowany. Doszliśmy do pokoju. Usiedliśmy na łóżku. Najpierw przeglądną mój tekst, a potem zaczęliśmy układać melodię.
H: Dlaczego cały czas się wymigujesz od śpiewania?
Co miałam mu odpowiedzieć? Że jestem tchórzem? Że mimo mojego talentu i tego, że o tym wiem nie jestem w stanie śpiewać? A może jak mu to powiem to będzie mi jakoś lepiej.
H: Hej co się stało? Zrobiłaś się strasznie blada. Oddychaj! - Zaczął wołać i wymachiwać rękami.
Zapomniałam o oddychaniu? Wow! Rzeczywiście chyba miałam jakiś problem. Spuściłam powietrze z płuc i znowu pracowały jak należy.
M: Ja... - zaczęłam drżącym i słabym głosem, próbowałam w międzyczasie zebrać myśli  - ja po prostu jak sobie pomyśle że mam śpiewać przed kimś kto zna mnie zaledwie parę godzin i do tego są jednymi z najlepszych to jakoś nie mogę. I co z tego, że wiem, że słyszeliście mnie przedtem. Mimo wielkich chęci... - nie wiedziałam jak to określić - nie potrafię.
H: I to dlatego teraz zapomniałaś o oddychaniu? - spytał zdziwiony. Pokiwałam głową.
H: A w szkole? - spytał - Przecież jakoś musisz sobie radzić.
M: Właśnie dlatego się ze mnie śmieją. Pierwszego dnia trzęsłam się jak galareta, głos zaczął mi drżeć. Zaczęłam stosować dość bolesne metody. Biłam się po nogach, przez co była nieco spokojniejsza, a w sali zamknęłam oczy i udałam, że nikogo tam nie ma. Ale ostatnio jest coraz lepiej. Coraz częściej śpiewam z otwartymi oczami i bez trzęsącego się głosu.
Gdy mówiłam o bolesnych metodach, był trochę zszokowany.
H: Masz spróbuj - podał mi gitarę - jestem pewny, że ci się uda.
M: Dobra w końcu jedna osoba to nie pięć - próbowałam się roześmiać, ale wyszedł z tego trzęsący się chichot.
H: Zaśpiewaj to, co ułożyliśmy - powiedział z zachęcającym uśmiechem.
M: Ok - wzięłam od niego gitarę, zrobiłam trzy głębokie wdechy i wydechy i zaczęłam.
M: I got chance from fate, I must well use from them - oczywiście głos musiał mi drżeć, nie było źle, ale dobrze też nie.
M:Ygh.. jestem jak ostatnia oferma - powiedziałam i zrobiłam wściekłą minę.
H: Nie było źle, ale skup się bardziej na sobie niż na mnie, to będzie lepiej.
M: Dobra - powiedziałam i zaczęłam znowu.
- I got chance from fate,
   I must well use from them.
   I won't be idly to  lie,
   I am happy, thank you my life.
Rzeczywiście głos ani raz mi nie zadrżał, a ja zrobiłam się pewniejsza. Śpiewałam dalej.
- I love you my dear good life,
   I don't want to part with you.
   Where you're, there I want be,
   Now you know, who is me.
Gdy skończyłam odetchnęłam z ulgą.
H: No widzisz poradziłaś sobie. Masz wielki talent i piękny głos, więc nie ma co go ukrywać.
Zrobiłam sie czujna.
M: Co masz na myśli mówiąc "nie ma co go ukrywać"?
H: Nic. Po prostu chcę, żebyś bardziej się otworzyła - powiedział z uśmiechem.
M: Dzięki za radę i miłe słowa - odpowiedziałam mu tym samym.
Spojrzałam na zegarek. Była 8.00 a ja już czułam sie zmęczona.
M: Wiesz jakoś chce mi się już spać - powiedziałam zmęczonym głosem.
H: Już? - spytał zdziwiony.
M: Miałam bardzo ciężki dzień. Mogłabym jeszcze wziąć prysznic?
H: Jasne, tam jest twoja łazienka.
Ale numer - pomyślałam - mam własną łazienkę. Gdy sie wykąpałam, poszłam jeszcze, tak z ciekawości, zobaczyć co robią chłopaki. Akurat jedli kolację. Oczywiście nie obeszło się beze mnie. W pewnej chwili Niall mnie spytał.
N: Jakie masz plany na jutro?
M:Hmm... - myślałam - do szkoły muzycznej mam na 11.00, po lekcjach miałam zamiar udać sie na jakieś zakupy. A potem się zobaczy.
N: Więc jutrzejszy dzień spędzisz w towarzystwie Harrego - powiedział Lou.
Przelotnie i impulsywnie spojrzałam na chłopaka z kręconymi włosami.
M: Dobra.
Ciekawiło mnie co z resztą. Nie żebym miała ich o to zapytać. Ale Harry pospieszył mi z wyjaśnieniami.
H: Louis, Liam i Zayn idą do swoich dziewczyn, a do Nialla przyjeżdża rodzina z Irlandii. Ja nie mam żadnych planów na jutro, więc odetchnąłem z ulgą, że nie spędzę go sam.
Uśmiechnęłam się przelotnie. Po chwili powieki zaczęły mi gwałtownie opadać, więc pożegnałam się z wszystkimi i poszłam do pokoju. Mimo zmęczenia nie usnęłam od razu. Zdążyłam jeszcze podsumować dzień, który właśnie się kończy. Chciałam, aby to nie była jakaś zjawa czy sen. Miałam nadzieję, że tak nie jest. Ciągle nie mogłam uwierzyć, że znalazłam takich fajnych kolegów, o złotych sercach. Zawsze ich tak nazywałam. W środku rozpierała mnie wielka radość. W końcu się rozluźniłam i odpłynęłam.



Oto rozdział IV taki sobie podoba wam się? Komentujcie ;)

środa, 17 kwietnia 2013

Rozdział III - Niezręczna sytuacja


 Byłam już trochę pewniejsza, więc zagadałam do Niall’ a pierwsza.
M: No wiesz, wiedziałam ,że jesteście zwariowani, ale tego się nie spodziewałam - przypomniałam sobie to, co się działo, jak weszliśmy do salonu i zachichotałam, a on razem z mną.
N: Cóż. Liam musiał ostro zgłodnieć co za często się nie zdarza. Zazwyczaj to moja działka - roześmialiśmy się.
M: Myślałam, że to Harry zabiera jedzenie tobie.
N: Spróbowałby.
Zachichotałam, a później zaczęłam rozmyślać, jakby to było mieć na co dzień taką fajną paczkę zabawnych przyjaciół. Życie bez kłopotów. A nawet jeśli to zawsze ma cię kto wesprzeć. W pewnej chwili uświadomiłam sobie że fantazjuję i spuszczając głowę, posmutniałam.
N: Mogę o coś spytać? - wyrwał mnie z zamyślenia.
M: Emm… jasne - powiedziałam nieco zmieszana.
N: Dlaczego próbowałaś się wykręcać, żeby u nas nie zostać? - zapytał tak, jakby jeszcze przed chwilą próbował odpowiedzieć sobie na to pytanie.
M: Nie chciałam wam siedzieć na głowie i wolę być samowystarczalna - powiedziałam z przelotnym uśmiechem.
N: Aha - odrzekł, jakby nie za bardzo mi wierzył, a i miał powód. To było to, o czym nie chciałam im mówić.
Poprzedniego dnia moje hejterki skrytykowały mój strój i cały czas mnie dobijały. Nie mogłam tego wytrzymać. Chciałam jakoś odreagować. Próbowałam z muzyką, ale po raz pierwszy się nie udało. Nie wiedziałam co masz robić, więc najpierw wzięłam nożyczki i zaczęłam bardzo mocno jeździć nimi po rękach. To i tak okazało się za mało. W końcu wzięłam żyletkę i przejechałam od łokcia do nadgarstka. Polała się krew. Tego właśnie potrzebowałam. Poczułam wreszcie ulgę, ale od razu pobiegłam do łazienki, aby zalać ranę zimną wodą i zrobić opatrunek.
Nie chciałam, żeby ktoś zobaczył moją ranę. Mógł sobie jeszcze pomyśleć, że mam skłonności samobójcze, a przecież nie chciałam się zabić. Hmm. Może i dobrze, że kazali mi zostać u siebie. Po dzisiejszym dniu nie wiadomo co mi mogło strzelić do głowy, gdybym siedziała sama. Dojechaliśmy do domu, w którym mieszkałam. Oczywiście po drodze mówiłam Niallowi gdzie ma jechać. Weszliśmy do środka. Na szczęście rano nie miałam co robić i posprzątałam, więc był idealny porządek. Zaprowadziłam go do kuchni. Poczęstowałam tostami z nutellą i herbatą i poszłam spakować parę rzeczy. W międzyczasie włączyłam laptopa i zadzwoniłam do rodziców. Rozmawialiśmy przez Skype’a.
[Rozmowa: M: Malwa, R: Rodzice, M1: Mama, T: Tata K: Kamil brat Malwy (emoty reakcja)]
M: Hej wam! :D
R: Cześć skarbie ;)
M1: I jak tam dzisiaj było?
M: Fantastycznie, szkoła świetna nauczyciele też. Po prostu bajka. A co u was?
T: Jakoś idzie, ale trochę nam cię brakuje. Wiesz twój brat trochę się nudzi, bo nie ma komu dogryzać.
M: Ha i dobrze mu tak. Niech zobaczy co to nuda jak on czasem gdzieś idzie sam, a mnie nie weźmie. :P
K: Ale jak wrócisz to już po tobie!
M: Wiesz jakoś nie chce mi się wracać może zostanę. :P A ty zanudzisz się na śmierć. Po prostu zazdrościsz mi, że to ja dostałam niepowtarzalną szansę od losu a nie ty. Bo to przecież w końcu…
Chciałam powiedzieć, że to jemu się zawsze dobrze powodziło a nie mnie (zaczęłam mu tak docinać, zanim jeszcze wyjechałam, chociaż nie miałam ochoty, ale chciałam go jakoś zgasić), ale mama mi przerwała.
M1: Ej, spokój! Chyba już dawno to zrozumiał.
M: Wiem, ale zrozum, to tak pięknie brzmi. I jakie to uczucie gdy możesz w końcu odpowiedzieć komuś, kto się zawsze z ciebie nabija. XD
T:No a ogólnie przydarza ci się coś miłego?
Zawsze wiedział co kiedy trzeba powiedzieć.
M: O tak zapomniałabym! Dzisiaj spotkałam jednego chłopaka z mojego ulubionego zespołu, a potem poszłam na chwilę do jego domu i poznałam resztę chłopaków XD. Londyn jest niesamowity!
M1: O to wspaniale. A jaki to zespół?
M: One Direction. Wiesz jedni z tych, którzy mnie inspirują :D. Jak byłam u nich w domu to uparli się, że nie mogę siedzieć sama w pustym mieszkaniu i zaprosili mnie do siebie na parę dni.
M1: To dobrze. Ale zaraz. Jak to sama? A Natalie?
M: A właśnie Natalie musiała wyjechać z rodzicami na parę dni.
M1: W takim razie świetnie się złożyło.
M: No też tak myślę. Niall, ten, którego spotkałam, przyjechał ze mną chwilę do mieszkania, po niezbędne rzeczy. Chcecie go poznać? ;)
T: No pewnie zawołaj go.
M: Niall możesz tu na chwilę przyjść?
Okazało się, że był ze mną w pokoju jedząc tosta. Podszedł do mnie.
M: Mamo, tato to jest Niall. Niall to są moi rodzice. A tam w tle siedzi mój brat i jak zwykle się wkurza. :D Zachichotałam. Moi rodzice nie znali angielskiego, ale Kamil tak.
K: Zobaczymy kto się wkurzy jak wrócisz. - powiedział i wybiegł z pokoju.
T: Co ty powiedziałaś?
M: Nic, po prostu was przedstawiłam XD - powiedziałam z szerokim uśmiechem.
M1: No dobrze, ale już przestań.
M: Muszę kończyć, bo muszę popracować nad piosenką, a to nie zawsze takie proste. 
M1: To pa słonko.
M: Zapomniałabym. Co tam u Marysi?
M1: Ostatnio się przeziębiła, ale już z nią lepiej. Teraz śpi.
M: Aha to niech zdrowieje i ucałuj ją ode mnie. Pa:*
R: Papa :*
Rozłączyłam się i zamknęłam laptopa. Zaczęłam pakować przygotowane rzeczy do tobry podróżnej. Niall siedział na krześle. Po chwili powiedział.
N: Może nie znam polskiego, ale coś mi się wydaje, że trochę na ściemniałaś. Nie powiedziałaś im co się dzisiaj wydarzyło prawda?
Stanęłam jak wryta. Czy on musiał wszystkiego się domyślać?
M: Nie a co?
N: Dlaczego im nie powiedziałaś? - spytał z troską w głosie.
M: Bo zaraz zrobili by z tego nie wiadomo co, musiałabym wcześniej wrócić do domu, a po trzecie mają własne problemy.
N: Ty też masz ich całkiem sporo - powiedział i dodał - choćby to.
Wziął moją rękę i odwinął kawałek rękawa od swetra. Ukazał się biały bandaż, którym, poprzedniego wieczoru, owinęłam sobie przedramię po przejechaniu po nim żyletką. Zrobiło mi się głupio i wstyd. Wzięłam rękę i spuszczając głowę, z powrotem zawinęłam rękaw.
M: To nic takiego - powiedziałam zmieszana.
N: To nic takiego!? - wstrząśnięty i zdziwiony - czyli nie miałaś wczoraj w ręce niczego ostrego?
M: Miałam, ale uwierz nie chciałam nic złego sobie zrobić - zaczęłam się głupio tłumaczyć - to było jedynie odreagowanie nic więcej.
Pokiwał głową, lecz już się nie odezwał. Wziął moją torbę i poszliśmy do samochodu. Schowałam swoje rzeczy do bagażnika.

Jest i rozdział trzeci specjalnie dla kumpelki. ;) Jeśli czytacie komentujcie. Nie wiecie ile to dla mnie znaczy. <3

wtorek, 16 kwietnia 2013

Rozdział II - Pierwsze wrażenie


Przez dłuższy czas nic nie mówiliśmy. Co chwilę zerkaliśmy na siebie z serdecznymi uśmiechami. Mimo, że nie byłam wielką i zwariowaną Directioner, lubiłam ich muzykę, bo dodawała mi pewności siebie, jak np. „Little things”. Często też mnie inspirowały. Znałam ich twarze, imiona i to że nie są typowymi gwiazdkami jak co poniektórzy piosenkarze i starają się, aby tak zostało. Wiedziałam też, że są bardzo przystojni i mega zwariowani. Przeklinałam siebie w duchu za swoją małomówność, która nie pozwalała mi rozpocząć rozmowy. Mimo mojej dobrej gry aktorskiej, nigdy w takiej sytuacji nie umiałam się normalnie odezwać. Zawsze jak miałam do czynienia z fajnym i przystojnym chłopakiem, nie umiałam się opanować. I nie ważne czy podobał mi się czy nie. Ale na moje szczęście w końcu zaczął rozmowę. Najwidoczniej jego też ciążyła długa cisza i postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.
N: O czym zazwyczaj piszesz piosenki?
Zamurowało mnie. Nie spodziewałam się tego i nie lubiłam też o tym mówić.
M: Hmm… no wiesz różnie. - odpowiedziałam gwałtownie, próbując zamaskować swoje zaskoczenie - to zależy od nastroju. A więcej dowiesz się w swoim czasie.
Miałam nadzieję, że po ostatnim zdaniu uzbroi się w cierpliwość i zrezygnuje z drążenia tego tematu.
N: Opowiedz mi coś o sobie - poprosił w końcu.
M: No… a co chciałbyś wiedzieć? - spytałam nieco zmieszana.
N: Może np. powiedz mi skąd pochodzisz? - zapytał - Nie mówisz jak urodzona Brytyjka.
Parsknęłam śmiechem.
M: To dlatego że jestem z Polski i tam mieszkam. A teraz przyjechałam do Londynu… - byłam nieco zdenerwowana - może inaczej. Wygrałam konkurs muzyczny, w co wchodziła też dobra znajomość angielskiego, którego nagrodą był miesięczny pobyt w Londynie i uczęszczanie do szkoły muzycznej.
N: W takim razie musisz mieć wielki talent - powiedział, a w jego głosie słychać było wielki podziw.
M: No może. Pani profesor, która uczy mnie w Polsce, zachęciła mnie, żebym się zgłosiła. I jak widać było warto - odrzekłam z niedowierzaniem - nadal nie mogę w to uwierzyć, że uczą mnie najlepsi profesorowie w Londynie.
Po twoim ostatnim zdaniu nieco zrzedła mi mina, bo przypomniałam sobie ostatnią lekcję, ale szybko ją zmieniłam. Nie chciałam okazywać słabości. A zwłaszcza po wystarczającym jak na jeden dzień pokazaniu płaczu. Ale już doszliśmy do domu chłopaków.
N: To tutaj - powiedział wskazując na godny wielkiego podziwu budynek. Zatkało mnie. Nigdy dokładnie nie zastanawiałam się jaki mógłby być ich dom ale to na pewno przerosło moje wyobrażenia. Nie mogłam się ruszyć.
N: Heeej! Ziemia do Malwy! Co się stało? - zaczął krzyczeć wymachując ręką przed moimi oczami.
Ocknęłam się.
M: Yyy… nic, nic - powiedziałam trzęsąc głową.
Zaśmiał się. Chyba domyślił się o co mi chodziło. Weszliśmy do hmm… willi? Tak ją chyba należało nazwać. Niall zaprowadził mnie do imponująco dużego salonu. Zobaczyłam jak Zayn leży na kanapie i oglądał jakiś
program w TV co chwilę wyskakiwał ze swoim ulubionym powiedzonkiem „what’s happening”, a Louis (w czerwonych spodniach i koszulce w paski) biegł po całym pomieszczeniu za Liamem, który, jak się
domyśliłam, zabrał mu całą miskę marchewek. Jeszcze do tego Lou darł się na całe gardło „Oddawaj! To moje! Kochane maleństwa zaraz was uratuję!” Zaczęłam chichotać powstrzymując się, aby nie roześmiać się na głos. Czułam, jak z tego powodu robię się czerwona. Zayn’a ta sytuacja nie wydawała obchodzić. Chyba, że tego nie zauważył bo bardzo wciągnął go program, albo widział już to tyle razy, że przestało go to śmieszyć. Ale w to nie wierzyłam. Odwróciłam głowę w stronę Nialla i zobaczyłam, że ledwo powstrzymując śmiech, zaczął ich nagrywać. W końcu Lou dopadł Liama i obaj z hukiem spadli na podłogę. Ten drugi krzyknął „Aaaaaaaau” ,a pasiasty odebrał swoją własność przytulając do siebie i mówiąc „Już dobrze. Już nic wam nie grozi.” Niall wyłączył kamerkę. I roześmiał się na cały głos. Lou popatrzył na nas. Bardzo zaskoczył go mój widok.
N: Hej - powiedział, gdy się opanował - to jest Malwa.
Gdy mój towarzysz powiedział moje imię, Zayn odwrócił się do nas i zawołał.
Zayn: What’s happening!?
Roześmiałam się.
M: Hej jestem Malwa Kobierniak - powiedziałam i uśmiechnęłam się serdecznie.
Zayn: Kobie… jak?
M: Ko - bier - niak - przesylabowałam, żeby zrozumiał.
Liam: A skąd jesteś?
M: Z Polski - odpowiedziałam.
Liam się uśmiechnął i powiedział „cześć” po polsku. Stanęłam jak wryta.
M: Znasz polski? - zapytałam.
L: Tylko kilka wyrażeń. Np. Jestem Liam.
Otworzyłam szeroko oczy. Wszyscy zaczęli się śmiać. W końcu Lou i Zayn podeszli do nas. Pierwszy przedstawił się brunet o brązowych oczach.
Z: Jestem Zayn - powiedział i podał mi rękę.
Lou: A ja Louis  Tomlinsoooooooooooooon - zawołał z głową i prawą ręką poniesioną do góry, zrobił to, co Zayn i dodał - albo inaczej Tommo.
M: Domyśliłam się - zachichotałam - gość od marchewek.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać, a Lou wziął jedną marchewkę z miski i dosłownie całą wepchnął do ust.
N: A gdzie Harry? - spytał. Mnie też zaczęło to zastanawiać.
Z: Niby poszedł do łazienki, ale nie wiadomo co go tak długo tam trzyma - odpowiedział - oby nie wpadł do sedesu bo zatka nam całą rurę.
-Z sedesem wszystko w porządku, Zayn - zawołał ktoś z korytarza i dodał sarkastycznie - dzięki, że o mnie też się martwisz. Był to Harry, który właśnie wchodził do salonu.
H: O, a kim jest ta ślicznotka? - spytał zdziwionym głosem gdy mnie zobaczył. Zarumieniłam się.
N: To jest Malwa, jest Polką.
H: MÓWISZ PO ANGIELSKU? - spytał bardzo wyraźnie i głośno tak, że mało nie poodpadały mi uszy.
M: TAAAK! BARDZO DOBRZE MÓWIĘ PO ANGIELSKU! - powiedziałam jeszcze głośniej.
Harry się wzdrygnął i wszyscy oprócz niego zaczęliśmy się śmiać.
H: A no to jestem Harry. - podał mi rękę i uśmiechnął się, a w jego policzkach pokazały się dołeczki, od których nieco zawirowało mi w głowie.
L: A tak w ogóle co robisz w Londynie?
M: To długa historia.
N: Ale nie w streszczeniu. Malwa po prostu jest wybitnie utalentowaną gitarzystką, piosenkarką, kompozytorką i świetnie mówi po angielsku - zaczął, a ja wywróciłam oczami - i wygrała konkurs, którego nagrodą była nauka śpiewu i grania na gitarze w jednej z najlepszych szkół muzycznych w Londynie. Ona jest tu nie daleko wiecie gdzie.
Wszyscy pokiwali głowami i popatrzyli na mnie z podziwem. Spoglądnęli na siebie i pokiwali głowami jeszcze raz, ale tym razem tak, jakby był to jakiś umowny znak.
H: No to może nam coś zagrasz?
M: Bardzo chętnie, ale może innym razem. Naprawdę muszę już iść do domu. Co prawda będę siedzieć sama, ale muszę dokończyć piosenkę i zadzwonić do rodziców.
H i N: Po co masz siedzieć sama?
Było to dość zabawne.
N: Zostań u nas parę dni co? Dzisiaj posiedzimy, pogadamy, jak zabraknie ci słowa do piosenki to ci coś podpowiemy - zachęcał.
M: Ale jutro muszę iść do szkoły na 11.00, a potem chciałam pójść na zakupy - zaczęłam się wykręcać, bo pomimo to, że chciałabym z nimi zostać, to nie miałam zamiaru siedzieć im na głowie. A i był jeszcze jeden powód, o którym nie miałam zamiaru im mówić.
Lou: A w czym problem, przecież jeden z nas cię zawiezie.
M: Czy ja wiem…
CH: Malwa!
Z: I tak cię nie wypuścimy, więc nie masz wyboru.
M: No dobra niech wam będzie - powiedziałam ostatecznie - ale muszę jeszcze wstąpić do domu po parę rzeczy.
N: Ok ja cię zawiozę, a chłopaki przygotują ci pokój.
Przejechałam wzrokiem po każdym z osobna. Czułam się trochę dziwnie. Przygotują mi pokój? Ale wszyscy mieli przyjazne miny więc się zgodziłam. Liam wziął od Niall’ a moją gitarę i plecak, a następnie poszliśmy do samochodu.

A oto rozdział II tylko szkoda, że prawie nikt nie czyta... :(

sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział I - Zaskakująco - miłe spotkanie :)


Wracałam właśnie z lekcji grania na gitarze i śpiewu. Tak, tak wygrałam konkurs muzyczny, którego nagrodą był miesięczny wyjazd do popularnej szkoły muzycznej w Londynie. Mieszkałam już tam tydzień. Byłam bardzo szczęśliwa, że okazałam się jedną z najlepszych. Ponoć pomógł mi w tym mój talent do muzyki i biegła znajomość angielskiego. Już pierwszego dnia przekonałam się jacy mogą być niektórzy ludzie. Zaczęli mnie hejtować przez moją nieśmiałość. A dzisiaj? Płakałam, bo właśnie jedna z tych, które chcą mnie upokorzyć podsłuchała moją piosenkę (którą miałam zaśpiewać na ocenę jako swoje dzieło) i zaprezentowała ją przed wszystkimi.  Jakby tego było mało, nikt nie uwierzył mi że jest moja, a moja przyjaciółka Natalie, właśnie z Londynu, musiała wyjechać na parę tygodni z rodzicami, więc nie miał kto potwierdzić, że stworzyłam tekst sama. W końcu nie wytrzymałam i uciekłam z płaczem, ubrałam się i wybiegłam na ulicę. Oprócz tego zdarzenia nic mi się ostatnio nie układało. Mój wkurzający już od dawna brat nie dawał mi żyć. Mimo wszystko, nie miałam ochoty się z nim droczyć. Nie wiedziałam dokładnie co chciałam zrobić. Ale pomyślałam, że nie mogę zrobić nic głupiego. Musiałam wytrzymać. Kasia mnie potrzebowała. Bardzo mnie wspiera, mogę jej zaufać, więc chcę, żeby wiedziała, że ona mi też może. Zimny śnieg prószył mi w oczy. Tak, tak jest koniec stycznia. Nie miałam siły dalej iść, więc usiadłam na ławce. Cały czas myślałam o swoim wysiłku włożonym w piosenkę. A kiedy przypomniałam sobie o upokorzeniu, schowałam twarz w dłonie i zaczęłam płakać jeszcze bardziej. W pewnym momencie poczułam, że ktoś usiadł obok mnie. Ze wstydu przed tym kimś i samą sobą, już miałam wziąć nogi za pas. Nie chciałam, żeby ktokolwiek widział mnie w takim stanie. Nie ważne czy mnie zna czy nie. Ukratkiem zerknęłam na niego i zobaczyłam, że mi się przygląda. Miałam wrażenie, że skądś go znam. Zupełnie zapomniałam o tym, że muszę się kryć ze swoim płaczem, popatrzyłam na niego ze zdziwieniem.
N: Hej jestem Niall Horan z 1D - powiedział w końcu.
M: Tak myślałam że skądś cię kojarzę. Jestem Malwa.
N: Coś się stało? - spytał z siłą rażenia swoich błękitnych oczu. Z zawstydzeniem spuściłam wzrok.
M: Aż tak to widać?
N: No. Jesteś strasznie spłakana - odpowiedział z troską w głosie.
M: Hmm no tak - odpowiedziałam z lekką goryczą w głosie.
N: To chcesz mi opowiedzieć jeśli ci to pomoże? - słychać było jak bardzo chce mi pomóc, więc uległam.
 M: Ostatnio nic mi się nie układa - uważałam, aby jeszcze bardziej się nie rozkleić. Próbowałam też chociaż trochę się pozbierać. Cierpliwie czekał.
M: Nie mogę skupić się na nauce, mój starszy brat nie daje mi żyć, a dzisiaj na lekcji ze śpiewu mieliśmy zaśpiewać napisane przez siebie piosenki i taka jedna podsłuchała jak gram i… - złamał mi się głos - zaśpiewała ją mówiąc że to jej i… - przerwałam przypominając sobie tą scenę:
M: Ej przecież ona jest moja! - krzyknęłam z szokiem, gdy Cloe skończyła śpiewać.
C: Ha jak może być twoja skoro to ja ją śpiewałam? - odpowiedziała z kpiną w głosie.
M: Podsłuchałaś ją, ukradłaś i próbujesz zrobić ze mnie idiotkę! - Cloe parsknęła śmiechem.
C: Przecież to ty sama robisz z siebie idiotkę, cały czas - odpowiedziała ze swobodą w głosie i dodała - A odkąd Natalie wyjechała zostałaś sama i nikt ci już nie pisze piosenek. - wtedy ogarnął mnię straszny gniew.
M: NIKT MI NIE PISZE PIOSENEK! SAMA JE TWORZE! - W końcu Cloe zwróciła się do naszej nauczycielki, która ze zdziwieniem się wam przysłuchiwała.
C: Pani wie że ja nigdy nie ukradłabym nikomu piosenki. Tylko Malwa po prostu jest zazdrosna że pisze lepsze piosenki od niej - powiedziała ze spokojem i zrównoważeniem w głosie. Czułam że długo tak nie pociągnę. Wiedziałam jak to się skończy, bo Cloe była pupilką pani od śpiewu. W końcu z westchnieniem powiedziała.
P: Ależ naturalnie Cloe dostaje szóstkę, a Malwa dostaje naganę za fałszywe oskarżanie koleżanki.
 To pierwsze może jeszcze nie było dla mnie zaskoczeniem, ale drugiego wręcz się nie spodziewałam. Mimo to powoli oddychałam usiłując się uspokoić. Gdy Cloe szła w kierunku swojej ławki powiedziała do mnie przelotnie. „I tak ta piosenka w moim wykonaniu jest lepsza, więc nie masz się czym przejmować.” Tego już nie wytrzymałam.
M: JAK MOGŁAŚ COŚ TAKIEGO ZROBIĆ?!- wykrzyknęłam i wybiegłam.
Kontynuowałam przerwaną opowieść
M: …i nikt mi nie uwierzył że jest moja. W dodatku moja przyjaciółka wyjechała z rodzicami i nie miał mi kto pomóc. -mówiłam teraz nie po kolei, ale inaczej nie dałam rady.
M: A w dodatku ta co ukradła mi tą piosenkę, jest pupilką nauczycielki i ona dostała szóstkę za śpiew, za moje dzieło - niemal to wykrzyczałam, podkreślając ostatnie słowa - a ja naganę za niby fałszywe oskarżenie jak to ujęła psorka - nie byłam w stanie dalej mówić, tylko się rozpłakałam. Niall objął mnie ramieniem, przytulił i powiedział:
N: Nie przejmuj się takimi małpami jak ona, bo nie są tego warte.
M: Łatwo ci mówić - powiedziałam z rezygnacją w głosie.
N: No może i tak - uśmiechnął się - a może mi ją zaśpiewasz?
Znieruchomiałaś zszokowana. Nie mogłaś wydobyć z siebie słowa. Chyba cię przejrzał bo uśmiechnął się jeszcze szerzej.
N: To jak będzie? - spytał z nadzieją.
M: Wybacz, ale na razie raczej nie dam rady śpiewać - odpowiedziałam ze wstydem - wiesz emocje jeszcze do końca nie opadły.
N: No to innym razem - odpowiedział.
M: A będą jeszcze jakieś? - spytałam starając się aby zabrzmiało naturalnie mimo, że w środku rozpierała mnie wielka radość. Wydawał się bardzo miły. Mogłabym go polubić.
N: Myślę, że tak. Wydajesz się być ciekawą osobą.
Nie odpowiedziałam, ale po raz pierwszy spojrzałam na niego wprost. Ale zawstydziło mnie to i odwróciłam głowę z powrotem. W końcu spojrzałam z przerażeniem na zegarek.
M: O kurde. Zaraz spóźnię się na autobus! Wybacz muszę lecieć.
N: Czekaj. Odwiozę cię.
M: Ale nie rób sobie kłopotu - odpowiedziałam wstając. Chciałam podnieść futerał z gitarą, ale Niall mnie uprzedził.
N: Naprawdę nie ma problemu - odpowiedział przekonująco - a do tego nie mam zamiaru puszczać cię samej w takim stanie.
Odwróciłam ze zdziwieniem głowę w jego stronę i trafiłam swoimi oczami na jego. Mimo jego silnego hipnotyzującego wzroku z pomocą wiatru otrzeźwiałam i spuściłam wzrok mówiąc.
M: No dobra niech ci będzie, bo i tak bym już nie zdążyła, a następny mam dopiero za 2 godziny.
N: No to załatwione. Chodź najpierw pójdziemy po samochód.
M: Ok-ej - (nerwowo przeciągnęłam „e”).
Niall zaśmiał się, założył moją gitarę na plecy, wziął jeszcze od mnie plecak i poszliśmy przed siebie.


Taki tam pierwszy rozdział. :) Podoba się? Komentujcie ;)

Prolog


Życie jak życie. Dom, szkoła, lekcje,  wkurzające rodzeństwo, najlepsza przyjaźń i… muzyka. Kocham muzykę na równi z moją naj kumpelką. Obie jesteśmy w tym niezłe, ale mojej kumpelce brakuje wiary w siebie. Obydwie śpiewamy, gramy na fortepianie, a ja dodatkowo na gitarze. Układamy teksty wspólnie lub osobno. Dostałam szansę na wyjazd do Londynu do szkoły muzycznej. Ucieszyła się razem ze mną. Owszem, to że była dobra z muzyki, nie wystarczyło, aby mogła ze mną jechać. Umiała śpiewać i grać, bo ją nauczyłam. Jej rodziców nie było stać na lekcje. Albo inaczej. Było ich stać, ale wcale ich to nie obchodziło. Kasia (moja kumpelka) według swoich rodziców miała jedynie pomagać w domu, skończyć szkołę, studia i znaleźć pracę. Taka była ich wyobraźnia. Przez to, że wywierali na nią taką presję, tym bardziej nie mogła się skupić na nauce. Nie raz opowiadała mi, że ma tego dość. Jej brat mógł rozwijać swoje zainteresowania, dostawał czego chciał. Na niego mieli kasę. Uważam, że wcale nie przesadza, bo widzę jak jest. Zazdrościła mi wyjazdu do Londynu, bo to jej marzenie. Ale jako dobra przyjaciółka nie okazywała tego. Postanowiłam przyjąć szansę, żeby móc później spełnić jej marzenie.
Na wieść o tym, że mam wyjechać do Londynu, najbardziej zły był mój brat Kamil. Zawsze to on miał dobre powodzenie w swoich zainteresowaniach. Grał w drużynie piłkarskiej, pisano o nim w gazetach. Kasia miała podobnie, ale ona na szczęście musiała jeszcze poczekać.
Na wyjazd cieszyłam się jak dziecko. Po dotarciu na miejsce od razu poszłam do mieszkania mojej koleżanki z Londynu Natalie. Chodziłyśmy razem do grupy na muzykę. Oczywiście jak to zwykle bywa były tam miłe i zołzowate osoby. Ale takich jak tam nie było nigdzie. Już od pierwszych lekcji, dały mi popalić, bo nie umiałam poradzić sobie ze stresem przed nowymi ludźmi. Natalie mnie broniła i jakoś było mi lepiej. Niestety minęły 2 dni i powiedziała mi, że musi wyjechać z rodzicami na 2 tygodnie. Zapewniłam, że sobie poradzę, ale wcale nie było łatwo. Ale po niecałym tygodniu pobytu w Londynie zdałam sobie sprawę, że życie wszystko wynagradza, jeśli to ty, mimo wszystko, jesteś dobra dla innych. Więc może zacznę od pierwszego dobrego dnia.

piątek, 12 kwietnia 2013

Bohaterowie :D

Malwa Kobierniak

Jest Polką. Ma 17 lat, blond włosy, niebieskie oczy. Jest wybitnie uzdolniona muzycznie i wokalnie. Gra na gitarze i fortepianie. Nie lubi ostrych makijaży, jak ktoś piszczy na widok swojego idola i zapachu papierosów. Ogólnie jest bardzo miła sympatyczna i cierpliwa, ale do czasu. Nie potrafi nikogo nienawidzić tylko dlatego, że istnieje. Ma starszego brata, który doprowadza ją do szału i kochaną młodszą siostrę.Jej bff jest Kasia, którą traktuje jak siostrę.

Harry Styles

Członek zespołu One Direction. Ma 19 lat, ciemno-brązowe, kręcone włosy i zielone oczy.  Trochę gra na gitarze.Jego uśmiech z dołeczkami sprawia, że każda dziewczyna na ten widok dostaje zawrotów głowy.Chciałby mieć młodszą dziewczynę, aby pokazać jej dobrą drogę w życiu. Ogólnie jest wrażliwy, miły, ale i uwodzicielski. Najlepiej w zespole dogaduje się z Louisem.

Niall Horan

Członek zespołu One Direction. Irlandczyk. Ma 20 lat, farbowane na blond brązowe włosy i niebieskie oczy. Gra na gitarze. Jest wielkim głodomorem i dużo się śmieje. Nie lubi modelek, bo twierdzi, że perfekcyjność jest nudna. Jest wrażliwy. Chciałby mieć nieśmiałą dziewczynę directionerkę, bo chciałby jej śpiewać. Lubi piłkę nożną.

Louis Tomlinson

Członek zespołu One Direction. Ma 21 lat, ciemno-brązowe włosy i szaro-niebieskie oczy. Gra na fortepianie i trochę na gitarze. Jest najśmieszniejszy z całego zespołu i nie chce dorosnąć. Lubi marchewki. Jego dziewczyną jest Eleanor Calder. Mówi, że chciałby zgrywać niedostępnego, ale za bardzo lubi dziewczyny. Lubi chodzić w paskach i w jego wyobraźni są tylko "jego", czyli nikt nie może ich nosić. W kontaktach z małymi dziećmi jest bardzo delikatny. Najlepiej z zespołu dogaduje się z Harrym.


Liam Payne

Członek zespołu One Direction. Ma 20 lat, brązowe włosy i brązowe oczy. Gra na gitarze i fortepianie. Z powodu swojej powagi i dojrzałości, jest nazywany tatą zespołu. Chociaż ostatnio, zaczyna być coraz bardziej dziecinny. Ma ogromną wiarę w siebie i nigdy się nie poddaje, co dowodem jest jego dwukrotny udział w x-factorze. Z powodów zdrowotnych, prawie wcale nie pije alkoholu. Jego dziewczyną jest Danielle Peazer. Lubi dziewczyny z brązowymi, kręconymi włosami.

Zayn Malik

Członek zespołu One Direction. Ma 20 lat, czarne włosy i brązowe oczy. Jest muzułmaninem i jest z tego dumny. Gra na gitarze. Boi się tańczyć, ale bardzo dobrze mu to wychodzi. Pali papierosy, ale próbuje walczyć z nałogiem. Jego ulubione powiedzonko to "vas happening" (nie wiem czy dobrze napisałam). Zawsze dobrze wypowiada się o innych np. mówi, że dziewczyna Nialla, będzie najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Jego dziewczyną jest Perrie Edwards. Lubi brunetki. Lubi grać w piłkę nożną. Potrafi podbić piłką nawet 70 razy bez spadnięcia.