Siedziałam w fotelu
jak na szpilkach.
M: Kiedy zauważyłeś
bandaż na mojej ręce? - spytałam w końcu.
N: W parku, gdy
chciałaś podnieść swoją gitarę, ale wziąłem ją przed tobą, zobaczyłem na twoim
nadgarstku jakiś materiał - powiedział spokojnym głosem - a potem przypomniałem
sobie o tym, jak rozmawiałaś ze swoimi rodzicami i gdy wyciągnęłaś rękę do
przodu, trochę podwinął się twój rękaw. W tedy powiedziałaś mi, żebym podszedł.
Upewniłem się, że jest to bandaż i nie spodobało mi się to.
Pokiwałam głową.
Nie byłam w stanie zrobić więcej. Wkrótce dojechaliśmy do ich domu. Niall
wyciągnął
moją torbę z bagażnika. Weszliśmy do salonu. Nikogo tam nie było. Mój
towarzysz pokierował mnie na górę, a potem wskazał drzwi. Weszłam do środka i
popatrzyłam ze zdziwieniem. Chłopaki siedzieli na łóżku.
H: O hej - podszedł
do nas - Tu będzie twój pokój. Podoba ci się? - dodał z uśmiechem.
M: Bardzo. Jest
idealny - powiedziałam z podziwem - Lubię niebieski.
H: Tak? Ja też. -
słychać było, jak bardzo go to ucieszyło. Ciekawe dlaczego.
L: To może
pozwolimy Malwie się rozpakować i rozgościć.
Lou: My cię tu na
chwilkę zostawimy, a ty czuj się jak u siebie tylko przyjdź zaraz do nas.
M: Ok. Jak nie
zabłądzę po drodze.
Kiedy chłopaki
wyszli zaczęłam wyciągać ciuchy z torby. Podchodząc do szafy zobaczyłam moją
gitarę, która stała sobie na pięknym stojaku. Nie ma co oni są na prawdę
świetni. Gdy powkładałam już wszystko na swoje miejsce, wzięłam swój
instrument, zaczęłam grać i śpiewać piosenkę Natalie Imbruglie
"Torn". Gdy skończyłam, postanowiłam zejść do chłopaków. Ale ledwo
zdążyłam odłożyć gitarę, cała piątka weszła do pokoju z klaskającymi dłońmi.
Popatrzyłam na nich nieco zdziwiona.
M:Co się stało?
Z: Ty się pytasz co
się stało?
H: Dziewczyno! Jesteś
niezwykła!
L: Masz wielki
talent.
Lou: Pięknie
śpiewasz.
N: Jak śpiewałaś to
jakbyś ty była tą piosenką!
M: Dobra skończyliście
już? - z nerwów zachichotałam.
Chłopaki spojrzeli
po sobie i też się zaśmiali.
M: Zaraz... -
zaczęłam ze zdziwieniem - było mnie słychać aż na dół do salonu?
L: Nie.
Lou: Niall miał
pójść po ciebie bo myśleliśmy już, że gdzieś zginęłaś.
Popatrzyłam na niego z miną typu "No co
ty nie powiesz".
Z: Ale zaraz z
powrotem przyszedł i zawołał nas, żebyśmy poszli z nim, że musimy czegoś
posłuchać.
H: I miał rację
było warto.
Czułam sie
niesamowicie. Oto piątka najlepszych artystów jakich słuchałam i znam, nie
mogli nadziwić się moim głosem.
M: Emm... dzięki za
miłe słowa - zdołałam powiedzieć tylko tyle.
H: Zagraj coś
jeszcze.
M: Może później, a
teraz wolałabym obejrzeć jakiś film. Jeśli nie macie nic przeciwko.
H: Dobra, ale
trzymamy cię za słowo.
Zeszliśmy do salonu. Chłopaki powiedzieli mi,
że jestem ich gościem i że to ja mam wybrać film. Starałam się wybrać tak, żeby
nie było widać, że tak naprawdę wszystko mi jedno. Dlaczego tak zareagowałam?
Nie byłam gotowa stanąć przed nimi i zaśpiewać. Za bardzo zżerałyby mnie nerwy.
Wystarczy, że patrzy się na mnie kilka osób, łamie mi się głos. W szkole to co
innego. Owszem, znałam ludzi z mojej klasy zaledwie tydzień, ale jakoś
uwierzyłam w siebie i śpiewałam z zamkniętymi oczyma. Ale na początku
stosowałam dość bolesne metody. Biłam pięściami po nogach, żeby móc się
opanować. Jakoś pomogło. Cały czas udawałam, że z ciekawością oglądam film, ale
tak naprawdę uporczywie myślałam nad opanowaniem swojej nieśmiałości.
Wiedziałam,
że jestem dobra,
ale jakoś nie mogłam. Gdy skończył się film, wszyscy wstaliśmy i
przeciągnęliśmy się po dwugodzinnym siedzeniu w bezruchu. Liam wyłączył TV.
H: No to co teraz
robimy?
M:Hmm... wiecie - muszę
dokończyć piosenkę.
H: To ci pomogę -
powiedział z serdecznym uśmiechem z uroczymi dołeczkami w policzkach.
M: Bardzo miło z
twojej strony. Przyda mi się pomoc w doborze melodii.
H: To chodźmy.
Ruszyliśmy w
kierunku schodów. Zobaczyłam jeszcze kątem oka, że chłopaki mają różne miny.
Lou wyglądał na nauczyciela, który był dumny ze swojego ucznia, Liam miał jedną
stronę ust wyciągniętą ku górze, Zayn chyba próbował się nie roześmiać, a Niall
był nieco zdezorientowany. Doszliśmy do pokoju. Usiedliśmy na łóżku. Najpierw
przeglądną mój tekst, a potem zaczęliśmy układać melodię.
H: Dlaczego cały
czas się wymigujesz od śpiewania?
Co miałam mu
odpowiedzieć? Że jestem tchórzem? Że mimo mojego talentu i tego, że o tym wiem
nie jestem w stanie śpiewać? A może jak mu to powiem to będzie mi jakoś lepiej.
H: Hej co się
stało? Zrobiłaś się strasznie blada. Oddychaj! - Zaczął wołać i wymachiwać
rękami.
Zapomniałam o
oddychaniu? Wow! Rzeczywiście chyba miałam jakiś problem. Spuściłam powietrze z
płuc i znowu pracowały jak należy.
M: Ja... - zaczęłam
drżącym i słabym głosem, próbowałam w międzyczasie zebrać myśli - ja po prostu jak sobie pomyśle że mam
śpiewać przed kimś kto zna mnie zaledwie parę godzin i do tego są jednymi z
najlepszych to jakoś nie mogę. I co z tego, że wiem, że słyszeliście mnie
przedtem. Mimo wielkich chęci... - nie wiedziałam jak to określić - nie
potrafię.
H: I to dlatego
teraz zapomniałaś o oddychaniu? - spytał zdziwiony. Pokiwałam głową.
H: A w szkole? -
spytał - Przecież jakoś musisz sobie radzić.
M: Właśnie dlatego
się ze mnie śmieją. Pierwszego dnia trzęsłam się jak galareta, głos zaczął mi
drżeć. Zaczęłam stosować dość bolesne metody. Biłam się po nogach, przez co
była nieco spokojniejsza, a w sali zamknęłam oczy i udałam, że nikogo tam nie
ma. Ale ostatnio jest coraz lepiej. Coraz częściej śpiewam z otwartymi oczami i
bez trzęsącego się głosu.
Gdy mówiłam o
bolesnych metodach, był trochę zszokowany.
H: Masz spróbuj -
podał mi gitarę - jestem pewny, że ci się uda.
M: Dobra w końcu
jedna osoba to nie pięć - próbowałam się roześmiać, ale wyszedł z tego trzęsący
się chichot.
H: Zaśpiewaj to, co
ułożyliśmy - powiedział z zachęcającym uśmiechem.
M: Ok - wzięłam od
niego gitarę, zrobiłam trzy głębokie wdechy i wydechy i zaczęłam.
M: I got chance
from fate, I must well use from them - oczywiście głos musiał mi drżeć, nie
było źle, ale dobrze też nie.
M:Ygh.. jestem jak
ostatnia oferma - powiedziałam i zrobiłam wściekłą minę.
H: Nie było źle,
ale skup się bardziej na sobie niż na mnie, to będzie lepiej.
M: Dobra -
powiedziałam i zaczęłam znowu.
- I got chance from fate,
I must well use from them.
I won't be idly to lie,
I am happy, thank you my life.
Rzeczywiście głos
ani raz mi nie zadrżał, a ja zrobiłam się pewniejsza. Śpiewałam dalej.
- I love you my dear good
life,
I don't want to part with you.
Where you're, there I want be,
Now you know, who is me.
Gdy skończyłam
odetchnęłam z ulgą.
H: No widzisz
poradziłaś sobie. Masz wielki talent i piękny głos, więc nie ma co go ukrywać.
Zrobiłam sie
czujna.
M: Co masz na myśli
mówiąc "nie ma co go ukrywać"?
H: Nic. Po prostu
chcę, żebyś bardziej się otworzyła - powiedział z uśmiechem.
M: Dzięki za radę i
miłe słowa - odpowiedziałam mu tym samym.
Spojrzałam na
zegarek. Była 8.00 a ja już czułam sie zmęczona.
M: Wiesz jakoś chce
mi się już spać - powiedziałam zmęczonym głosem.
H: Już? - spytał
zdziwiony.
M: Miałam bardzo
ciężki dzień. Mogłabym jeszcze wziąć prysznic?
H: Jasne, tam jest
twoja łazienka.
Ale numer -
pomyślałam - mam własną łazienkę. Gdy sie wykąpałam, poszłam jeszcze, tak z
ciekawości, zobaczyć co robią chłopaki. Akurat jedli kolację. Oczywiście nie
obeszło się beze mnie. W pewnej chwili Niall mnie spytał.
N: Jakie masz plany
na jutro?
M:Hmm... - myślałam
- do szkoły muzycznej mam na 11.00, po lekcjach miałam zamiar udać sie na
jakieś zakupy. A potem się zobaczy.
N: Więc jutrzejszy
dzień spędzisz w towarzystwie Harrego - powiedział Lou.
Przelotnie i
impulsywnie spojrzałam na chłopaka z kręconymi włosami.
M: Dobra.
Ciekawiło mnie co z
resztą. Nie żebym miała ich o to zapytać. Ale Harry pospieszył mi z
wyjaśnieniami.
H: Louis, Liam i
Zayn idą do swoich dziewczyn, a do Nialla przyjeżdża rodzina z Irlandii. Ja nie
mam żadnych planów na jutro, więc odetchnąłem z ulgą, że nie spędzę go sam.
Uśmiechnęłam się
przelotnie. Po chwili powieki zaczęły mi gwałtownie opadać, więc pożegnałam się
z wszystkimi i poszłam do pokoju. Mimo zmęczenia nie usnęłam od razu. Zdążyłam
jeszcze podsumować dzień, który właśnie się kończy. Chciałam, aby to nie była
jakaś zjawa czy sen. Miałam nadzieję, że tak nie jest. Ciągle nie mogłam
uwierzyć, że znalazłam takich fajnych kolegów, o złotych sercach. Zawsze ich
tak nazywałam. W środku rozpierała mnie wielka radość. W końcu się rozluźniłam
i odpłynęłam.
Oto rozdział IV taki sobie podoba wam się? Komentujcie ;)