poniedziałek, 20 maja 2013

Rozdział VII - Miło spędzony czas.


Poleżałam tak jakieś 15 min. Wstałam i poszłam jeszcze raz przeglądnąć ciuchy, które kupiłam i tą cudo-wną kurtkę. Oczywiście jak to ja, musiałam jeszcze raz wszystko przymierzyć. Właśnie miałam na sobie niebieską bluzkę. I chciałam zobaczyć, jak prezentuje się z kurtką od Harrego.
H: Widzisz jak ładnie w niej wyglądasz?
Tak się przestraszyłam, że aż podskoczyłam.
M: Mam do ciebie prośbę.
H: Słucham?
M: Mógłbyś mnie tak nie straszyć?!
Wzdrygnął się i zaśmiał.
H: A czego ty się boisz? Przecież nic ci nie zrobię.
M: No nie wiem jeszcze czego się mogę po tobie spodziewać. Znam cię zaledwie jeden dzień.
H: A mi się wydaje jakby wieczność.
M: Mi w sumie też.
To była prawda. Niby tylko jeden dzień, a wydaje się, jakbym znała go od zawsze. Jeszcze raz spojrzałam w lustro. Muszę przyznać, że wyglądałam w tym całkiem nie źle.
M: Jeszcze raz dzięki za tą kurtkę.
H: Nie ma sprawy. Zasługujesz na nią. I wyglądasz w niej rewelacyjnie.
M: Może i tak. Ale jak ja się tobie za to odwdzięczę? 
H: To jest prezent. J

M: I co?
H: To, że za prezenty nie musisz się odwdzięczać.
M: I tak coś wymyślę.
Postanowiłam przebrać się w normalne ciuchy, więc grzecznie wyprosiłam Harrego z pokoju. Po odłożeniu nowych ciuchów na swoje miejsce, postanowiłam odnaleźć loczka. Siedział u siebie w pokoju. Gdy tam weszłam, moim oczom ukazał się imponująco duży i piękny fortepian.
M: AAA!!!... (zakryłam usta dłonią)
H: Co się stało?
M: Kkkkogo to jest?
H: Wspólny. Najwięcej grają Liam i Lou
Szybko podbiegłam do tego pięknego instrumentu. Przejechałam po nim, jakby był zrobiony z kruchej porcelany.
M: Mogę na nim zagrać?
H: Umiesz grać na fortepianie?
M: No XD
H: Ciekawe czym mnie jeszcze zaskoczysz. Pewnie, że możesz.
Usiadłam przy fortepianie. Zaczęłam grać  i śpiewać Christina Perri „A thousand years”. Gdy skończyłam popatrzyłam na Harrego, który z wielkimi oczami się we mnie wpatrywał.
M: Heej co jest?
H: Po prostu jesteś niesamowita. Brakuje mi słów, żeby cię opisać.
M: Emm dzięki.
H: Zagraj coś jeszcze.
M: Dobra zobaczmy czy zgadniesz co to jest.
Moje palce zaczęły piosenkę. Uśmiechnął się i zaczął się droczyć.
H: Nigdy nie zgadnę.
M: Oj zgadniesz, zgadniesz. Tylko musisz się dobrze skupić.
H: Dobra będę strzelał. Adele „Someone like you?
Szeroko się uśmiechnęłam.
M:Nie. :P
H: No to nie wiem.
M: Śmiało dasz radę.
Spuścił głowę.
H: One Direction „They don’t know about us”?
M: Brawo!!!
Śmiałam się i klaskałam, a on zrobił taką minę, jakby coś kombinował.
M: Wiesz pójdę teraz układać piosenkę. Potrzebuje jeszcze jednej zwrotki.
H: Dobra ja zrobię cos do jedzenia.
Poszłam do „swojego” pokoju i wzięłam swój zeszyt. Położyłam się na łóżku na brzuchu i zaczęłam układać.
Układałam melodię i pod nosem nuciłam. Później zaczęłam śpiewać, zapominając, że nie jestem sama w domu.
H: Ładne to.
Podskoczyłam. Odwróciłam się do  drzwi. Harry stał z uśmiechem na twarzy a w policzkach, jak zawsze, miał urocze dołeczki.
M: Ej, miałeś mnie już nie straszyć – udałam obrażoną.
H: To nie moja wina, że jesteś taka strachliwa.
Zaczął się śmiać. W końcu wzięłam jedną z poduszek i rzuciłam w jego głowę.
H: Pożałujesz tego.
M: Uważaj już się boję.
Zrobił złośliwy uśmieszek. Podniósł poduszkę i rzucił nią we mnie. Później ja w niego itd. W końcu rozwinęła się zacięta walka na poduszki. W pewnej chwili Harry zaczął mnie łaskotać.
M: Przestań! Słyszysz?! Masz przestać!
H: Jak mnie ładnie przeprosisz.
M: Dobra przeproszę.
H: To czekam przepraszaj już. :P
Ledwo mogłam mówić.
M: Jak mam niby to zrobić jak mnie łaskoczesz?
H: A to już twój problem.
M: Prze-prze nie mogę.
Chyba się zorientował, że jednak nie dam rady, bo dał mi spokój. Położył się obok mnie. Po tych torturach, zaczęłam powoli dochodzić do siebie. Leżałam bezwładnie i kompletnie nie mogłam się ruszyć.
H: Czekam. :P
M: Przepraszam - powiedziałam bardzo słabym głosem.
H: Hm… ładniej przeproś.
Pokazał palcem swój policzek. Resztkami sił przysunęłam się do niego i dałam mu buziaczka.
H: No tak lepiej.
Padłam znowu na łóżko, bo jeszcze nie doszłam do siebie. Oddychałam bardzo ciężko. Nie ruszałam się i powoli odzyskiwałam swoje siły.
H: Hej co jest?
M: To przez ciebie. Po takich torturach zawsze długo mi schodzi, żeby dojść do siebie.
H: To odpoczywaj, a ja pójdę dokończyć robić kolację.
M: Dobra.
Leżałam tak myśląc o niczym. W końcu Harry przyszedł z kolacją. Nawet lepiej, bo i tak nie miałam siły zejść do kuchni tak mnie wymęczył. Ale przynajmniej mogłam już usiąść. Chociaż może dlatego odzyskałam siły, bo Harry chciał mnie nakarmić. Po kolacji wzięłam prysznic, chwilę pograłam na gitarze i poszłam spać. Jak na złość nie mogłam usnąć, a do tego było mi zimno. Co chwilę zerkałam na zegarek. Była już 11.30 a położyłam się o 10.00. Słyszałam jak jeszcze Harry kręci się po domu. Co on tyle robi? Gdy zauważyłam przez szybę w drzwiach, że wchodzi do swojego pokoju, zadzwoniłam do niego. Nie odebrał, tylko zaraz do mnie przyszedł.
H: Hej nie śpisz jeszcze? Właśnie miałem do ciebie przyjść sprawdzić, ale zadzwoniłaś.
M: Nie śpię, nie mogę zasnąć i jest mi zimno. :/
H: Oj biedna a to czemu?
M: Nie wiem.
Położył się obok mnie i przykrył kołdrą. Nie wiem czemu tak od razu mu zaufałam. Ale przecież nie jest jakimś obcym dla mnie człowiekiem. Mogłabym go nawet nazwać przyjacielem. Choziaż co do tego, to nie miałam pewności. Miałam wrażenie, że jest kimś więcej. Dotknęłam jego ręki. Jej jaka była ciepła.
H: Huh rzeczywiście ci zimno.
Przytulił mnie i od razu było mi cieplej. Zrobiłam się bardzo senna i zasnęłam.


Jest już rozdział VII. Ale czy ktoś to w ogóle czyta? Jeśli czytasz komentuj. ;)

2 komentarze:

  1. szczepankaa czyta ;D no Asiaa kiedy wydasz książke ;D pamietaj dla mnie z autografem i darmowa ;D

    OdpowiedzUsuń