Nowa postać:
Taylor Swift
24 - letnia piosenkarka. Blondynka o niebieskich oczach. Jest bardzo wysoka. Była dziewczyna Harrego. Po zerwaniu z nim opowiadała o jego niedoskonałościach w swoich wywiadach i śmiała się z niego. W stosunku do wrogów jest pyskata i zołzowata, ale dla przyjaciół jest pomocna i dobra.
Ja także szłam w
stronę swojego, a raczej chłopaków. Gry dreptałam radośnie po chodniku, w
pewnym momencie coś pociągnęło mnie do tyłu, uniosło i świat zaczął wirować.
Odruchowo zaczęłam piszczeć. Gdy stałam już na swoim miejscu, odwróciłam się i
zobaczyłam jak Harry próbuje się nie roześmiać. Byłam wściekła, ale mówiłam
szeptem, żeby nie zacząć na niego wrzeszczeć.
M: Zwariowałeś?
H: No co? Nie
sądziłem, że aż tak się przestraszysz – zachichotał.
M: Mało co nie
dostałam zawału. A tak w ogóle to co ty tu robisz?
H: Nic.
Zaparkowałem tutaj samochód no i czekałem na ciebie.
M: Hmm no tak.
Jeszcze mi powiedz, że może przyglądałeś się cały czas naszej lekcji co?
H: Może. J
M: Dobra chodźmy.
H: A nie chciałaś
iść na zakupy?
M: No niby tak, ale
nie chce cię ciągać po sklepach. Wiem, że faceci nie lubią zakupów.
H: Ja tam lubię.
M: No to dobra.
Tylko chciałabym odłożyć swoje rzeczy do auta.
H: Ok.
Powiedziałam jak
zrobiłam i poszliśmy do galerii. Gdy chodziliśmy po sklepach z odzieżą,
zaczęliśmy przymierzać wszystko i robiliśmy zdjęcia. Śmialiśmy się cały czas.
Ja raz nawet się popłakałam. A do tego Harry zaczął jeszcze mówić „no nie płacz
proszę, nie płacz”, co jeszcze bardziej wzmogło śmiech.
Było wiele
wspaniałych rzeczy, ale ja mogłam wybrać tylko niektóre. Wzięłam dwie bluzki.
Jedną różową, a drugą niebieską. Harry uparł się, żeby kupić mi kurtkę, która
mi się strasznie spodobała, a musiałabym zbierać na nią co najmniej pół roku.
Chodziliśmy tak od sklepu do sklepu. W pewnym momencie zauważyłam, jak Harry
staje jak wryty i robi się strasznie blady.
M: Ej, ej! Harry!
Co się stało? Oddychaj!
Naprawdę
przestraszyłam się jego zachowania. Zaczął normalnie oddychać, ale nie zmienił
wyrazu twarzy. W końcu popatrzyłam w tą samą stronę co on. Okazało się, że jego
była dziewczyna Taylor, czyli ta, która hejtuje go w sieci, robiła zakupy i
była ubrana jak… on?! Ja też się wkurzyłam. Nie lubiłam jej. Słyszałam nie raz
jak go zraniła, śmiała się z niego w swoich wywiadach. Widziałam jaki był
zszokowany. Musiałam dodać mu otuchy.
M: Chodź, nie przejmuj
się. Na głupotę nie ma lekarstwa.(Powiedziałam wskazując na dziewczynę).
H: Chyba masz
rację.
Roześmialiśmy się i
poszliśmy do KFC, bo po trzech godzinach chodzenia po sklepach i wygłupiania
się, strasznie zgłodnieliśmy. Wzięliśmy po dużej porcji frytek z kurczakiem.
Znów cały czas się śmialiśmy z byle czego. Zaczynałam go lubić coraz bardziej.
W pewnym momencie obok naszego stolika stanęła dosyć wysoka blondynka o jasnej
karnacji. Tak jak się domyśliłam była to Taylor. Co jak co, ale myślałam, że
jest trochę niższa. Stała tak chwilę, po czym Harry spytał zirytowany:
H: Chcesz czegoś?
Popatrzyła na mnie
ze zdziwieniem. To pewnie przez moją przeciętność. Wściekłam się.
M: Ja wcale nie
chce żebyś mnie poznała.
H: Tak, ja też nie,
a po drugie ona nie jest moją dziewczyną.
T: Ojć… czyżby nie
chciała się spotykać z taką ofermą jak ty? Masz rację – zwróciła się do mnie –
nie ulegaj mu…
Moja cierpliwość
się skończyła.
M: Wal się idiotko!
Na niego lecą miliony dziewczyn na świecie. Jest wspaniały. To ty go zraniłaś i
zostawiłaś, a teraz widać, że jeszcze go kopiujesz. No cóż, jak widać nie
umiesz być oryginalna.
Zrzedła jej mina.
Spojrzała na siebie.
T: Hej nie bądź
taka ostra. Sama się przekonasz jaką jest ofermą.
M: No wiesz raczej
ty nią jesteś. Kopiujesz tak wszystkich swoich byłych.Wiem to, bo widziałam, że już nie raz tak było I
kto tu jest ofermą?
Zatkało ją .
Widocznie chciała zgnębić Harrego ale jej się nie udało. Byłam dumna z siebie,
że mogłam mu się za wszystko odwdzięczyć.
T: Wiesz mała,
jesteś tylko kolejną ofiarą.
M: Mała to jestem
tylko w stosunku do ciebie. Ciekawe czy jest jakiś chłopak na świecie, który
jest od ciebie wyższy.
Wkurzyła się i bez
słowa odeszła. Harry się roześmiał a ja z nim.
H: Dzięki.
M: No wiesz nie ma
za co. Ty pomogłeś mnie, a ja tobie. Z resztą uważam, że nie zasługujesz na
takie traktowanie, więc nie mogłam inaczej.
Wstaliśmy i
poszliśmy do samochodu. Gdy dojechaliśmy do domu, od razu poszłam do pokoju i
rzuciłam się na łóżko.
Mamy rozdział VI z dedykacją dla Szcze Panki :D Piszcie co myślicie o tym rozdziale? :D


super blooog ;))
OdpowiedzUsuńzapraszam na mojego http://loretxx.blogspot.com/
dzięki na pewno zajrzę ;)
UsuńSzczepankaa dziękujee ;D
OdpowiedzUsuń