wtorek, 23 kwietnia 2013

Rozdział IV - Coraz lepiej


Siedziałam w fotelu jak na szpilkach.
M: Kiedy zauważyłeś bandaż na mojej ręce? - spytałam w końcu.
N: W parku, gdy chciałaś podnieść swoją gitarę, ale wziąłem ją przed tobą, zobaczyłem na twoim nadgarstku jakiś materiał - powiedział spokojnym głosem - a potem przypomniałem sobie o tym, jak rozmawiałaś ze swoimi rodzicami i gdy wyciągnęłaś rękę do przodu, trochę podwinął się twój rękaw. W tedy powiedziałaś mi, żebym podszedł. Upewniłem się, że jest to bandaż i nie spodobało mi się to.
Pokiwałam głową. Nie byłam w stanie zrobić więcej. Wkrótce dojechaliśmy do ich domu. Niall wyciągnął
moją torbę z bagażnika. Weszliśmy do salonu. Nikogo tam nie było. Mój towarzysz pokierował mnie na górę, a potem wskazał drzwi. Weszłam do środka i popatrzyłam ze zdziwieniem. Chłopaki siedzieli na łóżku.
H: O hej - podszedł do nas - Tu będzie twój pokój. Podoba ci się? - dodał z uśmiechem.
M: Bardzo. Jest idealny - powiedziałam z podziwem - Lubię niebieski.
H: Tak? Ja też. - słychać było, jak bardzo go to ucieszyło. Ciekawe dlaczego.
L: To może pozwolimy Malwie się rozpakować i rozgościć.
Lou: My cię tu na chwilkę zostawimy, a ty czuj się jak u siebie tylko przyjdź zaraz do nas.
M: Ok. Jak nie zabłądzę po drodze.
Kiedy chłopaki wyszli zaczęłam wyciągać ciuchy z torby. Podchodząc do szafy zobaczyłam moją gitarę, która stała sobie na pięknym stojaku. Nie ma co oni są na prawdę świetni. Gdy powkładałam już wszystko na swoje miejsce, wzięłam swój instrument, zaczęłam grać i śpiewać piosenkę Natalie Imbruglie "Torn". Gdy skończyłam, postanowiłam zejść do chłopaków. Ale ledwo zdążyłam odłożyć gitarę, cała piątka weszła do pokoju z klaskającymi dłońmi. Popatrzyłam na nich nieco zdziwiona.
M:Co się stało?
Z: Ty się pytasz co się stało?
H: Dziewczyno! Jesteś niezwykła!
L: Masz wielki talent.
Lou: Pięknie śpiewasz.
N: Jak śpiewałaś to jakbyś ty była tą piosenką!
M: Dobra skończyliście już? - z nerwów zachichotałam.
Chłopaki spojrzeli po sobie i też się zaśmiali.
M: Zaraz... - zaczęłam ze zdziwieniem - było mnie słychać aż na dół do salonu?
L: Nie.
Lou: Niall miał pójść po ciebie bo myśleliśmy już, że gdzieś zginęłaś.
 Popatrzyłam na niego z miną typu "No co ty nie powiesz".
Z: Ale zaraz z powrotem przyszedł i zawołał nas, żebyśmy poszli z nim, że musimy czegoś posłuchać.
H: I miał rację było warto.
Czułam sie niesamowicie. Oto piątka najlepszych artystów jakich słuchałam i znam, nie mogli nadziwić się moim głosem.
M: Emm... dzięki za miłe słowa - zdołałam powiedzieć tylko tyle.
H: Zagraj coś jeszcze.
M: Może później, a teraz wolałabym obejrzeć jakiś film. Jeśli nie macie nic przeciwko.
H: Dobra, ale trzymamy cię za słowo.
 Zeszliśmy do salonu. Chłopaki powiedzieli mi, że jestem ich gościem i że to ja mam wybrać film. Starałam się wybrać tak, żeby nie było widać, że tak naprawdę wszystko mi jedno. Dlaczego tak zareagowałam? Nie byłam gotowa stanąć przed nimi i zaśpiewać. Za bardzo zżerałyby mnie nerwy. Wystarczy, że patrzy się na mnie kilka osób, łamie mi się głos. W szkole to co innego. Owszem, znałam ludzi z mojej klasy zaledwie tydzień, ale jakoś uwierzyłam w siebie i śpiewałam z zamkniętymi oczyma. Ale na początku stosowałam dość bolesne metody. Biłam pięściami po nogach, żeby móc się opanować. Jakoś pomogło. Cały czas udawałam, że z ciekawością oglądam film, ale tak naprawdę uporczywie myślałam nad opanowaniem swojej nieśmiałości. Wiedziałam,
że jestem dobra, ale jakoś nie mogłam. Gdy skończył się film, wszyscy wstaliśmy i przeciągnęliśmy się po dwugodzinnym siedzeniu w bezruchu. Liam wyłączył TV.
H: No to co teraz robimy?
M:Hmm... wiecie - muszę dokończyć piosenkę.
H: To ci pomogę - powiedział z serdecznym uśmiechem z uroczymi dołeczkami w policzkach.
M: Bardzo miło z twojej strony. Przyda mi się pomoc w doborze melodii.
H: To chodźmy.
Ruszyliśmy w kierunku schodów. Zobaczyłam jeszcze kątem oka, że chłopaki mają różne miny. Lou wyglądał na nauczyciela, który był dumny ze swojego ucznia, Liam miał jedną stronę ust wyciągniętą ku górze, Zayn chyba próbował się nie roześmiać, a Niall był nieco zdezorientowany. Doszliśmy do pokoju. Usiedliśmy na łóżku. Najpierw przeglądną mój tekst, a potem zaczęliśmy układać melodię.
H: Dlaczego cały czas się wymigujesz od śpiewania?
Co miałam mu odpowiedzieć? Że jestem tchórzem? Że mimo mojego talentu i tego, że o tym wiem nie jestem w stanie śpiewać? A może jak mu to powiem to będzie mi jakoś lepiej.
H: Hej co się stało? Zrobiłaś się strasznie blada. Oddychaj! - Zaczął wołać i wymachiwać rękami.
Zapomniałam o oddychaniu? Wow! Rzeczywiście chyba miałam jakiś problem. Spuściłam powietrze z płuc i znowu pracowały jak należy.
M: Ja... - zaczęłam drżącym i słabym głosem, próbowałam w międzyczasie zebrać myśli  - ja po prostu jak sobie pomyśle że mam śpiewać przed kimś kto zna mnie zaledwie parę godzin i do tego są jednymi z najlepszych to jakoś nie mogę. I co z tego, że wiem, że słyszeliście mnie przedtem. Mimo wielkich chęci... - nie wiedziałam jak to określić - nie potrafię.
H: I to dlatego teraz zapomniałaś o oddychaniu? - spytał zdziwiony. Pokiwałam głową.
H: A w szkole? - spytał - Przecież jakoś musisz sobie radzić.
M: Właśnie dlatego się ze mnie śmieją. Pierwszego dnia trzęsłam się jak galareta, głos zaczął mi drżeć. Zaczęłam stosować dość bolesne metody. Biłam się po nogach, przez co była nieco spokojniejsza, a w sali zamknęłam oczy i udałam, że nikogo tam nie ma. Ale ostatnio jest coraz lepiej. Coraz częściej śpiewam z otwartymi oczami i bez trzęsącego się głosu.
Gdy mówiłam o bolesnych metodach, był trochę zszokowany.
H: Masz spróbuj - podał mi gitarę - jestem pewny, że ci się uda.
M: Dobra w końcu jedna osoba to nie pięć - próbowałam się roześmiać, ale wyszedł z tego trzęsący się chichot.
H: Zaśpiewaj to, co ułożyliśmy - powiedział z zachęcającym uśmiechem.
M: Ok - wzięłam od niego gitarę, zrobiłam trzy głębokie wdechy i wydechy i zaczęłam.
M: I got chance from fate, I must well use from them - oczywiście głos musiał mi drżeć, nie było źle, ale dobrze też nie.
M:Ygh.. jestem jak ostatnia oferma - powiedziałam i zrobiłam wściekłą minę.
H: Nie było źle, ale skup się bardziej na sobie niż na mnie, to będzie lepiej.
M: Dobra - powiedziałam i zaczęłam znowu.
- I got chance from fate,
   I must well use from them.
   I won't be idly to  lie,
   I am happy, thank you my life.
Rzeczywiście głos ani raz mi nie zadrżał, a ja zrobiłam się pewniejsza. Śpiewałam dalej.
- I love you my dear good life,
   I don't want to part with you.
   Where you're, there I want be,
   Now you know, who is me.
Gdy skończyłam odetchnęłam z ulgą.
H: No widzisz poradziłaś sobie. Masz wielki talent i piękny głos, więc nie ma co go ukrywać.
Zrobiłam sie czujna.
M: Co masz na myśli mówiąc "nie ma co go ukrywać"?
H: Nic. Po prostu chcę, żebyś bardziej się otworzyła - powiedział z uśmiechem.
M: Dzięki za radę i miłe słowa - odpowiedziałam mu tym samym.
Spojrzałam na zegarek. Była 8.00 a ja już czułam sie zmęczona.
M: Wiesz jakoś chce mi się już spać - powiedziałam zmęczonym głosem.
H: Już? - spytał zdziwiony.
M: Miałam bardzo ciężki dzień. Mogłabym jeszcze wziąć prysznic?
H: Jasne, tam jest twoja łazienka.
Ale numer - pomyślałam - mam własną łazienkę. Gdy sie wykąpałam, poszłam jeszcze, tak z ciekawości, zobaczyć co robią chłopaki. Akurat jedli kolację. Oczywiście nie obeszło się beze mnie. W pewnej chwili Niall mnie spytał.
N: Jakie masz plany na jutro?
M:Hmm... - myślałam - do szkoły muzycznej mam na 11.00, po lekcjach miałam zamiar udać sie na jakieś zakupy. A potem się zobaczy.
N: Więc jutrzejszy dzień spędzisz w towarzystwie Harrego - powiedział Lou.
Przelotnie i impulsywnie spojrzałam na chłopaka z kręconymi włosami.
M: Dobra.
Ciekawiło mnie co z resztą. Nie żebym miała ich o to zapytać. Ale Harry pospieszył mi z wyjaśnieniami.
H: Louis, Liam i Zayn idą do swoich dziewczyn, a do Nialla przyjeżdża rodzina z Irlandii. Ja nie mam żadnych planów na jutro, więc odetchnąłem z ulgą, że nie spędzę go sam.
Uśmiechnęłam się przelotnie. Po chwili powieki zaczęły mi gwałtownie opadać, więc pożegnałam się z wszystkimi i poszłam do pokoju. Mimo zmęczenia nie usnęłam od razu. Zdążyłam jeszcze podsumować dzień, który właśnie się kończy. Chciałam, aby to nie była jakaś zjawa czy sen. Miałam nadzieję, że tak nie jest. Ciągle nie mogłam uwierzyć, że znalazłam takich fajnych kolegów, o złotych sercach. Zawsze ich tak nazywałam. W środku rozpierała mnie wielka radość. W końcu się rozluźniłam i odpłynęłam.



Oto rozdział IV taki sobie podoba wam się? Komentujcie ;)

1 komentarz: