wtorek, 16 kwietnia 2013

Rozdział II - Pierwsze wrażenie


Przez dłuższy czas nic nie mówiliśmy. Co chwilę zerkaliśmy na siebie z serdecznymi uśmiechami. Mimo, że nie byłam wielką i zwariowaną Directioner, lubiłam ich muzykę, bo dodawała mi pewności siebie, jak np. „Little things”. Często też mnie inspirowały. Znałam ich twarze, imiona i to że nie są typowymi gwiazdkami jak co poniektórzy piosenkarze i starają się, aby tak zostało. Wiedziałam też, że są bardzo przystojni i mega zwariowani. Przeklinałam siebie w duchu za swoją małomówność, która nie pozwalała mi rozpocząć rozmowy. Mimo mojej dobrej gry aktorskiej, nigdy w takiej sytuacji nie umiałam się normalnie odezwać. Zawsze jak miałam do czynienia z fajnym i przystojnym chłopakiem, nie umiałam się opanować. I nie ważne czy podobał mi się czy nie. Ale na moje szczęście w końcu zaczął rozmowę. Najwidoczniej jego też ciążyła długa cisza i postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.
N: O czym zazwyczaj piszesz piosenki?
Zamurowało mnie. Nie spodziewałam się tego i nie lubiłam też o tym mówić.
M: Hmm… no wiesz różnie. - odpowiedziałam gwałtownie, próbując zamaskować swoje zaskoczenie - to zależy od nastroju. A więcej dowiesz się w swoim czasie.
Miałam nadzieję, że po ostatnim zdaniu uzbroi się w cierpliwość i zrezygnuje z drążenia tego tematu.
N: Opowiedz mi coś o sobie - poprosił w końcu.
M: No… a co chciałbyś wiedzieć? - spytałam nieco zmieszana.
N: Może np. powiedz mi skąd pochodzisz? - zapytał - Nie mówisz jak urodzona Brytyjka.
Parsknęłam śmiechem.
M: To dlatego że jestem z Polski i tam mieszkam. A teraz przyjechałam do Londynu… - byłam nieco zdenerwowana - może inaczej. Wygrałam konkurs muzyczny, w co wchodziła też dobra znajomość angielskiego, którego nagrodą był miesięczny pobyt w Londynie i uczęszczanie do szkoły muzycznej.
N: W takim razie musisz mieć wielki talent - powiedział, a w jego głosie słychać było wielki podziw.
M: No może. Pani profesor, która uczy mnie w Polsce, zachęciła mnie, żebym się zgłosiła. I jak widać było warto - odrzekłam z niedowierzaniem - nadal nie mogę w to uwierzyć, że uczą mnie najlepsi profesorowie w Londynie.
Po twoim ostatnim zdaniu nieco zrzedła mi mina, bo przypomniałam sobie ostatnią lekcję, ale szybko ją zmieniłam. Nie chciałam okazywać słabości. A zwłaszcza po wystarczającym jak na jeden dzień pokazaniu płaczu. Ale już doszliśmy do domu chłopaków.
N: To tutaj - powiedział wskazując na godny wielkiego podziwu budynek. Zatkało mnie. Nigdy dokładnie nie zastanawiałam się jaki mógłby być ich dom ale to na pewno przerosło moje wyobrażenia. Nie mogłam się ruszyć.
N: Heeej! Ziemia do Malwy! Co się stało? - zaczął krzyczeć wymachując ręką przed moimi oczami.
Ocknęłam się.
M: Yyy… nic, nic - powiedziałam trzęsąc głową.
Zaśmiał się. Chyba domyślił się o co mi chodziło. Weszliśmy do hmm… willi? Tak ją chyba należało nazwać. Niall zaprowadził mnie do imponująco dużego salonu. Zobaczyłam jak Zayn leży na kanapie i oglądał jakiś
program w TV co chwilę wyskakiwał ze swoim ulubionym powiedzonkiem „what’s happening”, a Louis (w czerwonych spodniach i koszulce w paski) biegł po całym pomieszczeniu za Liamem, który, jak się
domyśliłam, zabrał mu całą miskę marchewek. Jeszcze do tego Lou darł się na całe gardło „Oddawaj! To moje! Kochane maleństwa zaraz was uratuję!” Zaczęłam chichotać powstrzymując się, aby nie roześmiać się na głos. Czułam, jak z tego powodu robię się czerwona. Zayn’a ta sytuacja nie wydawała obchodzić. Chyba, że tego nie zauważył bo bardzo wciągnął go program, albo widział już to tyle razy, że przestało go to śmieszyć. Ale w to nie wierzyłam. Odwróciłam głowę w stronę Nialla i zobaczyłam, że ledwo powstrzymując śmiech, zaczął ich nagrywać. W końcu Lou dopadł Liama i obaj z hukiem spadli na podłogę. Ten drugi krzyknął „Aaaaaaaau” ,a pasiasty odebrał swoją własność przytulając do siebie i mówiąc „Już dobrze. Już nic wam nie grozi.” Niall wyłączył kamerkę. I roześmiał się na cały głos. Lou popatrzył na nas. Bardzo zaskoczył go mój widok.
N: Hej - powiedział, gdy się opanował - to jest Malwa.
Gdy mój towarzysz powiedział moje imię, Zayn odwrócił się do nas i zawołał.
Zayn: What’s happening!?
Roześmiałam się.
M: Hej jestem Malwa Kobierniak - powiedziałam i uśmiechnęłam się serdecznie.
Zayn: Kobie… jak?
M: Ko - bier - niak - przesylabowałam, żeby zrozumiał.
Liam: A skąd jesteś?
M: Z Polski - odpowiedziałam.
Liam się uśmiechnął i powiedział „cześć” po polsku. Stanęłam jak wryta.
M: Znasz polski? - zapytałam.
L: Tylko kilka wyrażeń. Np. Jestem Liam.
Otworzyłam szeroko oczy. Wszyscy zaczęli się śmiać. W końcu Lou i Zayn podeszli do nas. Pierwszy przedstawił się brunet o brązowych oczach.
Z: Jestem Zayn - powiedział i podał mi rękę.
Lou: A ja Louis  Tomlinsoooooooooooooon - zawołał z głową i prawą ręką poniesioną do góry, zrobił to, co Zayn i dodał - albo inaczej Tommo.
M: Domyśliłam się - zachichotałam - gość od marchewek.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać, a Lou wziął jedną marchewkę z miski i dosłownie całą wepchnął do ust.
N: A gdzie Harry? - spytał. Mnie też zaczęło to zastanawiać.
Z: Niby poszedł do łazienki, ale nie wiadomo co go tak długo tam trzyma - odpowiedział - oby nie wpadł do sedesu bo zatka nam całą rurę.
-Z sedesem wszystko w porządku, Zayn - zawołał ktoś z korytarza i dodał sarkastycznie - dzięki, że o mnie też się martwisz. Był to Harry, który właśnie wchodził do salonu.
H: O, a kim jest ta ślicznotka? - spytał zdziwionym głosem gdy mnie zobaczył. Zarumieniłam się.
N: To jest Malwa, jest Polką.
H: MÓWISZ PO ANGIELSKU? - spytał bardzo wyraźnie i głośno tak, że mało nie poodpadały mi uszy.
M: TAAAK! BARDZO DOBRZE MÓWIĘ PO ANGIELSKU! - powiedziałam jeszcze głośniej.
Harry się wzdrygnął i wszyscy oprócz niego zaczęliśmy się śmiać.
H: A no to jestem Harry. - podał mi rękę i uśmiechnął się, a w jego policzkach pokazały się dołeczki, od których nieco zawirowało mi w głowie.
L: A tak w ogóle co robisz w Londynie?
M: To długa historia.
N: Ale nie w streszczeniu. Malwa po prostu jest wybitnie utalentowaną gitarzystką, piosenkarką, kompozytorką i świetnie mówi po angielsku - zaczął, a ja wywróciłam oczami - i wygrała konkurs, którego nagrodą była nauka śpiewu i grania na gitarze w jednej z najlepszych szkół muzycznych w Londynie. Ona jest tu nie daleko wiecie gdzie.
Wszyscy pokiwali głowami i popatrzyli na mnie z podziwem. Spoglądnęli na siebie i pokiwali głowami jeszcze raz, ale tym razem tak, jakby był to jakiś umowny znak.
H: No to może nam coś zagrasz?
M: Bardzo chętnie, ale może innym razem. Naprawdę muszę już iść do domu. Co prawda będę siedzieć sama, ale muszę dokończyć piosenkę i zadzwonić do rodziców.
H i N: Po co masz siedzieć sama?
Było to dość zabawne.
N: Zostań u nas parę dni co? Dzisiaj posiedzimy, pogadamy, jak zabraknie ci słowa do piosenki to ci coś podpowiemy - zachęcał.
M: Ale jutro muszę iść do szkoły na 11.00, a potem chciałam pójść na zakupy - zaczęłam się wykręcać, bo pomimo to, że chciałabym z nimi zostać, to nie miałam zamiaru siedzieć im na głowie. A i był jeszcze jeden powód, o którym nie miałam zamiaru im mówić.
Lou: A w czym problem, przecież jeden z nas cię zawiezie.
M: Czy ja wiem…
CH: Malwa!
Z: I tak cię nie wypuścimy, więc nie masz wyboru.
M: No dobra niech wam będzie - powiedziałam ostatecznie - ale muszę jeszcze wstąpić do domu po parę rzeczy.
N: Ok ja cię zawiozę, a chłopaki przygotują ci pokój.
Przejechałam wzrokiem po każdym z osobna. Czułam się trochę dziwnie. Przygotują mi pokój? Ale wszyscy mieli przyjazne miny więc się zgodziłam. Liam wziął od Niall’ a moją gitarę i plecak, a następnie poszliśmy do samochodu.

A oto rozdział II tylko szkoda, że prawie nikt nie czyta... :(

4 komentarze:

  1. przynajmniej nie musze iśc do biblioteki by coś poczytac jest mega ;d MASZ talent Asik ;d

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny !Pisz szybko następny bo nie moge się doczekać ! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam napisane już kilka rozdziałów do przodu, ale dodam jak będę miała czas <3 :*

      Usuń