Przez dłuższy czas
nic nie mówiliśmy. Co chwilę zerkaliśmy na siebie z serdecznymi uśmiechami.
Mimo, że nie byłam wielką i zwariowaną Directioner, lubiłam ich muzykę, bo
dodawała mi pewności siebie, jak np. „Little things”. Często też mnie
inspirowały. Znałam ich twarze, imiona i to że nie są typowymi gwiazdkami jak
co poniektórzy piosenkarze i starają się, aby tak zostało. Wiedziałam też, że
są bardzo przystojni i mega zwariowani. Przeklinałam siebie w duchu za swoją małomówność,
która nie pozwalała mi rozpocząć rozmowy. Mimo mojej dobrej gry aktorskiej,
nigdy w takiej sytuacji nie umiałam się normalnie odezwać. Zawsze jak miałam do
czynienia z fajnym i przystojnym chłopakiem, nie umiałam się opanować. I nie
ważne czy podobał mi się czy nie. Ale na moje szczęście w końcu zaczął rozmowę.
Najwidoczniej jego też ciążyła długa cisza i postanowił wziąć sprawy w swoje
ręce.
N: O czym zazwyczaj
piszesz piosenki?
Zamurowało mnie.
Nie spodziewałam się tego i nie lubiłam też o tym mówić.
M: Hmm… no wiesz
różnie. - odpowiedziałam gwałtownie, próbując zamaskować swoje zaskoczenie - to
zależy od nastroju. A więcej dowiesz się w swoim czasie.
Miałam nadzieję, że
po ostatnim zdaniu uzbroi się w cierpliwość i zrezygnuje z drążenia tego
tematu.
N: Opowiedz mi coś
o sobie - poprosił w końcu.
M: No… a co
chciałbyś wiedzieć? - spytałam nieco zmieszana.
N: Może np. powiedz
mi skąd pochodzisz? - zapytał - Nie mówisz jak urodzona Brytyjka.
Parsknęłam
śmiechem.
M: To dlatego że
jestem z Polski i tam mieszkam. A teraz przyjechałam do Londynu… - byłam nieco
zdenerwowana - może inaczej. Wygrałam konkurs muzyczny, w co wchodziła też dobra
znajomość angielskiego, którego nagrodą był miesięczny pobyt w Londynie i
uczęszczanie do szkoły muzycznej.
N: W takim razie
musisz mieć wielki talent - powiedział, a w jego głosie słychać było wielki
podziw.
M: No może. Pani
profesor, która uczy mnie w Polsce, zachęciła mnie, żebym się zgłosiła. I jak
widać było warto - odrzekłam z niedowierzaniem - nadal nie mogę w to uwierzyć,
że uczą mnie najlepsi profesorowie w Londynie.
Po twoim ostatnim
zdaniu nieco zrzedła mi mina, bo przypomniałam sobie ostatnią lekcję, ale
szybko ją zmieniłam. Nie chciałam okazywać słabości. A zwłaszcza po
wystarczającym jak na jeden dzień pokazaniu płaczu. Ale już doszliśmy do domu
chłopaków.
N: To tutaj -
powiedział wskazując na godny wielkiego podziwu budynek. Zatkało mnie. Nigdy
dokładnie nie zastanawiałam się jaki mógłby być ich dom ale to na pewno
przerosło moje wyobrażenia. Nie mogłam się ruszyć.
N: Heeej! Ziemia do
Malwy! Co się stało? - zaczął krzyczeć wymachując ręką przed moimi oczami.
Ocknęłam się.
M: Yyy… nic, nic -
powiedziałam trzęsąc głową.
Zaśmiał się. Chyba
domyślił się o co mi chodziło. Weszliśmy do hmm… willi? Tak ją chyba należało
nazwać. Niall zaprowadził mnie do imponująco dużego salonu. Zobaczyłam jak Zayn
leży na kanapie i oglądał jakiś
program w TV co chwilę wyskakiwał ze swoim
ulubionym powiedzonkiem „what’s happening”, a Louis (w czerwonych spodniach i
koszulce w paski) biegł po całym pomieszczeniu za Liamem, który, jak się
domyśliłam, zabrał mu całą miskę marchewek. Jeszcze do tego Lou darł się na
całe gardło „Oddawaj! To moje! Kochane maleństwa zaraz was uratuję!” Zaczęłam
chichotać powstrzymując się, aby nie roześmiać się na głos. Czułam, jak z tego
powodu robię się czerwona. Zayn’a ta sytuacja nie wydawała obchodzić. Chyba, że
tego nie zauważył bo bardzo wciągnął go program, albo widział już to tyle razy,
że przestało go to śmieszyć. Ale w to nie wierzyłam. Odwróciłam głowę w stronę Nialla
i zobaczyłam, że ledwo powstrzymując śmiech, zaczął ich nagrywać. W końcu Lou
dopadł Liama i obaj z hukiem spadli na podłogę. Ten drugi krzyknął „Aaaaaaaau”
,a pasiasty odebrał swoją własność przytulając do siebie i mówiąc „Już dobrze.
Już nic wam nie grozi.” Niall wyłączył kamerkę. I roześmiał się na cały głos.
Lou popatrzył na nas. Bardzo zaskoczył go mój widok.
N: Hej -
powiedział, gdy się opanował - to jest Malwa.
Gdy mój towarzysz
powiedział moje imię, Zayn odwrócił się do nas i zawołał.
Zayn: What’s happening!?
Roześmiałam się.
M: Hej jestem Malwa
Kobierniak - powiedziałam i uśmiechnęłam się serdecznie.
Zayn: Kobie… jak?
M: Ko - bier - niak
- przesylabowałam, żeby zrozumiał.
Liam: A skąd
jesteś?
M: Z Polski -
odpowiedziałam.
Liam się uśmiechnął
i powiedział „cześć” po polsku. Stanęłam jak wryta.
M: Znasz polski? -
zapytałam.
L: Tylko kilka
wyrażeń. Np. Jestem Liam.
Otworzyłam szeroko
oczy. Wszyscy zaczęli się śmiać. W końcu Lou i Zayn podeszli do nas. Pierwszy
przedstawił się brunet o brązowych oczach.
Z: Jestem Zayn -
powiedział i podał mi rękę.
Lou: A ja Louis Tomlinsoooooooooooooon - zawołał z głową i
prawą ręką poniesioną do góry, zrobił to, co Zayn i dodał - albo inaczej Tommo.
M: Domyśliłam się -
zachichotałam - gość od marchewek.
Wszyscy zaczęliśmy
się śmiać, a Lou wziął jedną marchewkę z miski i dosłownie całą wepchnął do
ust.
N: A gdzie Harry? -
spytał. Mnie też zaczęło to zastanawiać.
Z: Niby poszedł do
łazienki, ale nie wiadomo co go tak długo tam trzyma - odpowiedział - oby nie
wpadł do sedesu bo zatka nam całą rurę.
-Z sedesem wszystko
w porządku, Zayn - zawołał ktoś z korytarza i dodał sarkastycznie - dzięki, że
o mnie też się martwisz. Był to Harry, który właśnie wchodził do salonu.
H: O, a kim jest ta
ślicznotka? - spytał zdziwionym głosem gdy mnie zobaczył. Zarumieniłam się.
N: To jest Malwa, jest
Polką.
H: MÓWISZ PO
ANGIELSKU? - spytał bardzo wyraźnie i głośno tak, że mało nie poodpadały mi
uszy.
M: TAAAK! BARDZO
DOBRZE MÓWIĘ PO ANGIELSKU! - powiedziałam jeszcze głośniej.
Harry się wzdrygnął
i wszyscy oprócz niego zaczęliśmy się śmiać.
H: A no to jestem
Harry. - podał mi rękę i uśmiechnął się, a w jego policzkach pokazały się
dołeczki, od których nieco zawirowało mi w głowie.
M: To długa
historia.
N: Ale nie w
streszczeniu. Malwa po prostu jest wybitnie utalentowaną gitarzystką,
piosenkarką, kompozytorką i świetnie mówi po angielsku - zaczął, a ja
wywróciłam oczami - i wygrała konkurs, którego nagrodą była nauka śpiewu i
grania na gitarze w jednej z najlepszych szkół muzycznych w Londynie. Ona jest
tu nie daleko wiecie gdzie.
Wszyscy pokiwali
głowami i popatrzyli na mnie z podziwem. Spoglądnęli na siebie i pokiwali
głowami jeszcze raz, ale tym razem tak, jakby był to jakiś umowny znak.
H: No to może nam
coś zagrasz?
M: Bardzo chętnie,
ale może innym razem. Naprawdę muszę już iść do domu. Co prawda będę siedzieć
sama, ale muszę dokończyć piosenkę i zadzwonić do rodziców.
H i N: Po co masz
siedzieć sama?
Było to dość
zabawne.
N: Zostań u nas
parę dni co? Dzisiaj posiedzimy, pogadamy, jak zabraknie ci słowa do piosenki
to ci coś podpowiemy - zachęcał.
M: Ale jutro muszę
iść do szkoły na 11.00, a potem chciałam pójść na zakupy - zaczęłam się
wykręcać, bo pomimo to, że chciałabym z nimi zostać, to nie miałam zamiaru
siedzieć im na głowie. A i był jeszcze jeden powód, o którym nie miałam zamiaru
im mówić.
Lou: A w czym
problem, przecież jeden z nas cię zawiezie.
M: Czy ja wiem…
CH: Malwa!
Z: I tak cię nie
wypuścimy, więc nie masz wyboru.
M: No dobra niech
wam będzie - powiedziałam ostatecznie - ale muszę jeszcze wstąpić do domu po
parę rzeczy.
N: Ok ja cię
zawiozę, a chłopaki przygotują ci pokój.
Przejechałam
wzrokiem po każdym z osobna. Czułam się trochę dziwnie. Przygotują mi pokój?
Ale wszyscy mieli przyjazne miny więc się zgodziłam. Liam wziął od Niall’ a
moją gitarę i plecak, a następnie poszliśmy do samochodu.
A oto rozdział II tylko szkoda, że prawie nikt nie czyta... :(
A oto rozdział II tylko szkoda, że prawie nikt nie czyta... :(

przynajmniej nie musze iśc do biblioteki by coś poczytac jest mega ;d MASZ talent Asik ;d
OdpowiedzUsuńdzięki <3
UsuńGenialny !Pisz szybko następny bo nie moge się doczekać ! <3
OdpowiedzUsuńMam napisane już kilka rozdziałów do przodu, ale dodam jak będę miała czas <3 :*
Usuń